• Wpisów:29
  • Średnio co: 79 dni
  • Ostatni wpis:6 lata temu, 13:38
  • Licznik odwiedzin:8 527 / 2391 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Rozdział 26

Siedziałam na korytarzu, jedyne co mi teraz przychodziło do głowy, to, że krzesła są strasznie niewygodne, albo po prostu byłem wybredny i marudziłem. Raczej to drugie było bliżej prawdy. No więc czekałem aż Weronika wyjdzie z gabinetu. Gdy wyszła uśmiechała się jak zawsze, tyle, że nie do mnie. Do swojego taty. Na mnie nawet nie spojrzała. Niby co ja takiego zrobiłem. Ona była mi winna wytłumaczenie sytuacji przed sądem i tej która teraz była. Może byłem głupi i nie bardzo rozumiałem o co w tym wszystkim chodziło, ale myślałem, że znaczę dla niej coś niż więcej. Najwidoczniej chyba nie, bo do szpitala wbiegł zdyszany Wiktor. No akurat w takim momencie nieoczekiwanie zjawia się dobroduszny Wiktor. Popatrzył na mnie z tym swoim szyderczym uśmieszkiem. Aż mnie zemdliło na jego widok.
- Weronika, kochanie, nic ci nie jest? – wydusił w końcu Wiktor.
- Jest okay. Upuściłam szklankę. To nic poważnego.
- Jeśli chcesz załatwię ci najlepszego lekarza.
- Dziękuję za troskę, ale nie trzeba. Już jest w porządku.
- Jedyną osobą, która będzie potrzebowała lekarza, będziesz ty dupku. – powiedziałem albo raczej to było bliskie krzyku.
- Spokój chłopaki. Zabiorę Weronikę do domu, wy też moglibyście przestać rywalizować. Przynajmniej dziś, teraz. – powiedział tata Weroniki patrząc raz na mnie, raz na Wiktora.
- Ja odpuszczam. Chciałem cię przeprosić Marcin.
- Ale ja nie potrzebuje twoich przeprosin.
- Ja chcę tylko przestać rywalizować. To nie ma sensu. Chciałem zaimponować Weronice, ale mi się to nie udało.
- Właśnie zaimponowałeś. – odezwała się Weronika.
- Widzę, że jestem już niepotrzebny. Nara. – powiedziałem ze złością i odszedłem.
Odszedłem zmuszając się, by nie odwrócić wzroku i choć przez chwilę na nią popatrzeć. W głębi duszy miałem nadzieję, że ona mnie zatrzyma, ale tego nie zrobiła. Odchodząc słyszałem śmiechy, wesołe pokrzykiwania. Postanowiłem nie wracać do domu. Rodzicom też należał się odpoczynek, po ostatnich moich wyskokach. Idąc najdłuższą drogą jaka była możliwa zauważyłem, że nie znam tej okolicy. Była bardzo zaniedbana. Z domów odpadał tynk, na murach jakieś napisy, jedne już starte, inne jeszcze świeże. Drewniane płoty porośnięte mchem, wygięte od wilgoci. Gdzieś w oddali było słychać ujadanie psa. To wszystko było dziwne, takie inne. Ja miałem wszystko czego chciałem, a ci ludzie nie mieli nawet przysłowiowego „nic”. Latarnie świeciły przygaszonym światłem żarówek, takim bladożółtym światłem. Widocznie nie mieli tutaj jakiegoś dobrego elektryka. Chodnik, albo coś co przypominało w swej konstrukcji chodnik, był popękany, brudny. Nawet nie wiedziałem gdzie tak naprawdę byłem. Powoli zaczynałem żałować, że wyszedłem wtedy ze szpitala. Wyciągnąłem z kieszeni zapalniczkę i paczkę papierosów. Zapaliłem. To mnie choć na chwilę odprężyło. Chowając rękę do kieszeni bluzy z SSG poczułem, że we wnętrzu kieszeni jest jakiś papier. Nie przypomniałem sobie, żeby coś takiego tam było. Wyciągnąłem kartkę, a raczej kopertę. Było tam napisane moje nazwisko i mój wcześniejszy i obecny adres. Wydawało mi się to głupie. Na kopercie nie było żadnego znaczka, stempla pocztowego czy czegoś w tym rodzaju. Wyglądał na stary list, bo gdy otworzyłem kopertę kartka była pożółkła. Było też tam zdjęcie. Usiadłem z wrażenia na chodniku. Wyrzuciłem niedopałek papierosa i zacząłem czytać list.

Kochany Marcinku. Masz 3 latka i niewiele rozumiesz z tego co się teraz dzieje. Jesteś taki malutki. Niedawno nauczyłeś się mówić słowo mama. Tak bardzo się cieszyłam, że chodziłam do wszystkich i opowiadałam jak mój jedyny synek powiedział mama. To był jeden z najszczęśliwszych dni mojego życia. Jesteś taki mądry, dojrzały. Kiedyś wyrośniesz na przystojnego mężczyznę. Będziesz miał swoją własną rodzinę, żonę i dzieci. Może wtedy przypomnisz sobie to wszystko i zrozumiesz dlaczego musiałam tak postąpić. Teraz , gdy to czytasz na pewno jesteś zakłopotany. Wszystko będzie dobrze mój synku.
PS.: Kocham Cię, mama.

Na zdjęciu była jakaś kobieta trzymająca noworodka. Odwróciłem zdjęcie. Pisało tam „uważaj na siebie, jesteś taki kruchy”. Niby co to miało znaczyć. Nie zrozumiałem nic z tego listu. Przeczytałem go jeszcze raz, by zobaczyć czy czegoś nie przeoczyłem. I jednak przeoczyłem. Na odwrocie kartki była literka A. Jakby początek czyjegoś imienia. Musiałem to przemyśleć. Byłem zszokowany tym co przeczytałem i zobaczyłem na zdjęciu. W pierwszej chwili myślałem, ze to jakiś głupi żart, ale przypomniałem sobie coś istotnego. Rodzice nie mieli żadnych zdjęć z okresu, kiedy byłem noworodkiem, a te słowa taty kiedy coś przeskrobałem „tylko nie mów mamie, to będzie nasz sekret”. To wszystko było dziwne. Czy to wszystko miało coś wspólnego z moją przeszłością? Tego nie wiedziałem, ale bardzo chciałem się dowiedzieć. Przez chwilę myślałem, że jestem adoptowany, ale szybko odgoniłem tę myśl. To po prostu było nie możliwe. Szybko wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem do Pawła. On był jedyną osobą, która mogła mi pomóc. Wytłumaczyłem mu gdzie jestem. Nie minęło dziesięć minut i znalazł mnie Paweł.
- Stary to niebezpieczna okolica. Co ty tutaj robisz w ogóle?
- Siedzę.
- Co jest?
- Opowiem ci, tylko idźmy już stąd.
- Dobra. Chcesz fajkę.
- Mam swoje, ale chcę.
- No to opowiadaj.
Więc podzieliłem się tym co przeczytałam, nawet pokazałem mu zdjęcie. Widziałem zakłopotanie Pawła, ale nie musiał nic mówić. Wystarczyło, że przyszedł po mnie. Poszliśmy do parku. Było już tam paru kumpli ze szkoły. Widzieli, że nie mam ochoty gadać. Więc nie zadręczali mnie pytaniami. Usiadłem na ławce i patrzyłem w niebo. Za godzinę zmyliśmy się wszyscy do domów. Tylko, że ja nie miałem ochoty wracać do domu.
- Chcesz to mogę cię przenocować. Mojego brata nie ma, bo wyjechał. Jest wolny pokój.
- Dzięki stary.
- Przyjaciół się nie zostawia.
Poszliśmy do domu Pawła. Tam przenocowałem, albo raczej przeczekałem noc. Wierciłem się na łóżku jak głupek. Ale ten dzisiejszy dzień nie dawał mi spokoju. To wszystko było takie dziwne…
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

 
Wracam.! ;D <3 <3
 

 
Chcę powiedzieć, że przez jakiś czas nie będę pisała. Dużo się u mnie pozmieniało... Niestety na źle. I trochę mam doła..

Przepraszam. Mam nadzieję, że jak wrócę to ktoś jeszcze będzie czytał. Miło, by było.
  • awatar wyczuwam melanż ♥: ja napewno będe czytać . ; D i powodzenia , zyczę. ; )
  • awatar masakraaaa!!!: dziś przeczytałam wszystkie rozdziały ;) wciągnęło mnie Twoje opowiadanie ;) dodaje do znajomych ;D liczę że wszystko sobie poukładasz i będziesz dalej pisać bo nie mogę się doczekać ;) :*
  • awatar .:Ta co buja w obłokach:.: Popieram moją przedmówczynią :) Szkoda, że nie będziesz pisać, bo tęsknie za opowiadaniem :) Ale jeśli tak się sprawy mają to masz rację, wróci jak już sobie poukładasz życie, a jakbyśmy mogli jakoś doradzić to wbijaj :) :* Powodzenia :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Rozdział 25

Usłyszałem krzyknięcie ojca Weroniki. Wbiegłem do środka. Moje myśli były najczarniejsze z najczarniejszych. Przypomniałem sobie znowu o poprzednim spotkaniu z jej ojcem i źle się to skończyło. Nie było to przyjemne wspomnienie. Moje myśli krążyły wokół ostatnich wydarzeń. Ciągle nie mogłem uwierzyć w to, co powiedział Wiktor. Wołałem, ale nikt nie odpowiadał. Przerażająca cisza. W końcu dotarłem do kuchni. A tam zobaczyłem siedząca na ziemi w kucki Weronikę. Nie odwróciła się nawet, gdy wtargnąłem do kuchni. Złapałem ją za ramię, ale ona nadal się nie odwróciła. Gdy już chciałem się odezwać nagle zobaczyłem, że jej ręce krwawią. Chciałem już dzwonić po karetkę, ale wytrąciła mi telefon z ręki. Popatrzyłem na nią, ale ona nawet nie podniosła głowy. Podniosłem z ziemi telefon i zadzwoniłem na numer ratunkowy. Zgłosiłem co się stało, choć moje zawiadomienie nie było pełne, bo dokładnie nie wiedziałem jaka była przyczyna krwawienia rąk. Miałem tylko nadzieję, że nie próbowała popełnić samobójstwa. Kazali czekać. Więc usiadłem na podłodze ocierając twarz. Zobaczyłem, że ręce mi się trzęsą. Patrzyłem na Weronikę. Siedziała jak zahipnotyzowana. Byłem na nią zły za poprzednie wydarzenia, no ale nie mogłem jej tam zostawić. Nigdy nie widziałem jej w takim stanie. Jej ojciec siedział na krześle z głową spuszczoną w dół. Co jakiś czas podnosił głowę by choć na chwilę spojrzeć na Weronikę, a później wracał do poprzedniej pozycji. Ja znalazłem w szafce jakieś bandaże. Musiałem zatamować krew. Przytrzymywałem ranę i uciskałem jak najmocniej, ale ona nawet na mnie nie spojrzała.
- Weronika chcesz się czegoś napić? – chciałem po prostu przerwać tę ciszę i nie wiedziałem dokładnie co powinienem powiedzieć.
Nie usłyszałem odpowiedzi. Choć tak bardzo pragnąłem by usłyszeć choćby krótkie „nie”. Tęskniłem za jej głosem, za jej dotykiem. Ale gdy tylko chciałem ją dotknąć, choć przytulić, to ona się odsuwała jakby mój dotyk parzył jej skórę.
- Przepraszam. – wyszeptałem – Przepraszam za wcześniejsze moje zachowanie, ale było mi przykro z powodu tego co usłyszałem od Wiktora. Wiem, że to niewłaściwy moment na takie rozmowy, ale chcę wiedzieć czy to prawda. Odpowiesz mi? Chcę wiedzieć, po prostu wiedzieć. – zacząłem podnosić głos –No odpowiedź mi to cholerne „tak”.
Ale ona nic nie odpowiadała. Chciałem jeszcze coś wykrzyknąć, ale do domu weszli ratownicy medyczni. Jeden z nich podszedł do Weroniki, ale ona jakby w ogóle nie reagowała na to, co się dzieję wokół niej.
- Czy pan jest krewnym tej dziewczyny?
- Jestem jej chłopakiem.
- A jacyś inni krewni?
- Tam siedzi ojciec dziewczyny, ale rozmawia z nim już pana kolega.
- To dobrze. Czy wiesz co się tutaj stało?
- Nie. Odprowadziłem ją do domu i usiadłem na schodach, a po chwili usłyszałem krzyknięcie ojca Weroniki.
- Dziewczynę zabieramy do szpitala. Będzie jej potrzebne wsparcie bliskiej osoby.
- Ojciec na pewno pojedzie.
- Ale ja mówiłem o panu. – uśmiechnął się i podszedł do Weroniki.
Wynieśli ją i zabrali do szpitala. Zostałem z jej ojcem sam. Chciałem już wyjść, by jak najszybciej dostać się do szpitala, ale zatrzymał mnie jej ojciec.
- Wiesz… - zamilknął na chwilę- Usiądź proszę na chwilę. Wiesz od śmierci żony zajmuję się Weroniką. Choć to nie do końca tak wygląda. To ona zajmuje się mną. Ojcem pijakiem. Chodzę na terapię już drugi miesiąc. Wiem, że Weronika mi nie wybaczy tego, że cię uderzyłem, ale przynajmniej to jedno teraz mogę zrobić. Przepraszam za to co zrobiłem, wiem, że te słowa niczego nie załatwiają, ale było mi ciężko, nadal jest. Dostrzegłem ile błędów zrobiłem i jeszcze zrobię. Jestem beznadziejnym ojcem i beznadziejnym byłem mężem. Nie potrafiłem sobie poradzić z chorobą mojej żony, a później ze śmiercią. Ale ja wiem teraz dla kogo mam żyć. Mam żyć dla mojej córki. Chłopcze naprawdę jest mi bardzo przykro.
- Nic się nie stało. Wiem już teraz, że pan nie chciał tego zrobić.
- Ludzie popełniają błędy, bo są tylko ludźmi. Ale teraz już chodź, bo musimy jechać do szpitala.
- Dziękuję.
Z tej rozmowy wyciągnąłem bardzo dużo wniosków. Po pierwsze ludzie popełniają błędy, bo są tylko ludźmi, po drugie każdy może się zmienić i jego uczucia wraz z nim, a po trzecie kocham Weronikę i nie pozwolę nikomu na zniszczenie tego co jest między nami.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Rozdział 24

Sędzia wyszedł i my też wyszliśmy. Wiktor cieszył się jak małe dziecko, które dostało balonika. Próbowałem to wszytko sobie ułożyć. Wyrok w zawieszeniu to duża odpowiedzialność. Jeden błąd i pójdę siedzieć. Nawet nie zauważyłem, że drżą mi ręce. Byłem bezsilny. Ciekawe jak zareagują rodzice. Dożywotni szlaban to specjalność mamy, a tata nic nie powie, żadnej reakcji, będzie zły, ale dobrze wiedział w jakiej sytuacji wtedy byłem. Rozwiązałem krawat i wyszedłem przed budynek sądu. Usiadłem na ławce. Czekałem na Weronikę. To ona uratowała mi tyłek, inaczej bym nie dostał wyroku w zawiasach, tylko czekałoby na mnie niewygodne łóżku w poprawczaku. Wyciągnąłem papierosa i zapaliłem sobie. Przyglądałem się obłokom nikotynowego dymu. Wyszła zapłakana Weronika. Nie patrzyła na mnie. Głowę miała spuszoną. Zrozumiałem, powinienem przeprosić i podziękować. Pobiegłem za nią.
- Weronika zaczekaj.
- Nie mam na co czekać. – powiedziała zmuszając się, by nie odwracać głowy.
- Poczekaj na mnie.
- Czego chcesz? – odwróciła się, popatrzyła prosto w moje oczy.
- Przeprosić i podziękować.
- Nie ma za co.
- Właśnie, że jest. Kochanie, dlaczego nie chcesz ze mną rozmawiać?
- Rozmawiam.
- Patrz na mnie. – złapałem ją mocno za rękę i podniosłem jej podbródek do góry tak, że nasze oczy się spotkały.
- Nie chcę patrzeć.
- Dlaczego nie chcesz? O co ci w ogóle chodzi? Co ja takiego zrobiłem?
- Co zrobiłeś? Nic, po za tym że nie powiedziałeś mi o tej rozprawie.
- Przepraszam.
- Przestań mnie przepraszać. Jestem zła na ciebie. Oszukałeś mnie nie mówiąc o tej sprawie. Wiesz jak ja się martwiłam, jak się czułam. Czemu nie powiedziałeś?
- Kochanie…
- Zrozum to mogło się inaczej skończyć, gdyby twój tata mi nie powiedział dokąd cię zabrali.
Nagle usłyszałem zbliżającą się do nas postać. Odwróciliśmy się jednocześnie. Nie zdziwiłem się, bo kto inny mógł tam stać, jak nie Wiktor. Zacisnąłem pięści, przygryzłem lekko wargi. Zauważyła to Weronika, bo wplotła palce w moje i mocno je ściskała aż kostki jej zbielały.
- Nie chcę już kłopotów. – powiedziałem dobitnie.
- Ja też nie chcę. – z uśmieszkiem odparł Wiktor.
- To po co za nami przyszedłeś?
- Chcę powiedzieć ci – zwrócił się do Weroniki – świetnie wykonałaś swoje zadanie.
- Jakie zadanie?
- Z tego wynika, że nie powiedziała ci o wszystkim. Oj nieładnie tak kłamać.
- O czym ty mówisz? – byłem coraz bardziej zdenerwowany, znowu chciał namieszać w moim życiu.
- O tym, że twoja dziewczynka wiedziała o rozprawie dużo wcześniej. Mam jeszcze większą niespodziankę. Składała zeznania przeciwko tobie, ale później je wycofała. Jednak przede mną nic się nie ukryje. Te dzisiejsze zeznania Weroniki były zakładem. W ogóle ten wasz związek to był jeden wielki zakład, który wygrałem.
- Weronika…
Popatrzyłem na nią, a ona stała ze spuszczoną głową. Ufałem jej, a ona nic mi nie powiedziała. Może on zmusił ją do tego. Tak teraz sobie to tłumaczę. Zrobiło mi się słabo, znowu rozbolała mnie głowa i krew zaczęła cieknąć z nosa. Przyłożyłem rękę do nosa. Popatrzyłem na Weronikę. Chciała do mnie podejść, ale gwałtownie się odsunąłem.
- Przepraszam, nie mogę…
I zacząłem biec jak najszybciej. Myśli zagłuszały wołanie Weroniki i śmiech Wiktora. W pewnym momencie zatrzymałem się. Odwróciłem się i popatrzyłem na nią. Stała koło tego dupka. Wróciłem po nią z wielkim trudem. Zakrwawionymi rękami złapałem ją mocno za drżącą dłoń. Kochałem ją i dobrze wiedziałem, że nie mogę jej tam zostawić. To byłoby nie w porządku z mojej strony. Nie patrząc na to co się wydarzyło przed chwilą więcej niż trochę przelotnych uczuć nas łączyło. Szliśmy w milczeniu. Po tym jak zniknęliśmy Wiktorowi z oczu puściłem jej rękę, choć było mi naprawdę trudno to zrobić. Chciałem się do niej przytulić, jeszcze skosztować jej delikatnych ust, ale jednak coś mnie powstrzymywało. Odprowadziłem ją pod dom. Odwróciła się i chciała mnie pocałować. Odsunąłem się lekko i powiedziałem tylko chłodne „cześć”. Gdy weszła do domu usiadłem na schodach, by trochę odpocząć i pomyśleć. Siedziałem tam, gdy nagle usłyszałem…
  • awatar Mask of Shame: hmm...Na prawdę zajebiście piszesz O_o
  • awatar recently: dawaj następny rozdział! :-)
  • awatar . mφchol . ; *: "gdy nagle usłyszałem..."? musisz mi to ciągle robić?! przerywasz w najlepszych momentach ale wiem że o to Ci właśnie chodzi ;* dawaj następny < 3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

 
Rozdział 23

Byłem nieźle wkurzony, ale musiałem się opanować dla swojego dobra. Siedziałem sam na korytarzu. Głowę schowałem w dłoniach. Nie wiem jak jeszcze długo uda mi się powstrzymać od pobicia tego drania. Było jeszcze 15 minut przerwy. To sporo czasu, a moja złość była coraz silniejsza. Nie wiem czy wytrzymam. Nie ma ze mną nikogo, kto mógłby mnie powstrzymać. Zresztą przez chwilę czułem jakby mi w ogóle na niczym nie zależało, miałem gdzieś to jaki będzie wyrok. Nagle poczułem na swoich plecach dotyk czyjejś dłoni. Podniosłem się i zobaczyłem ją. Była przy mnie. Kurczowo trzymała się mojej koszulki, po policzkach spływały jej łzy. Otarłem jej łzę spływającą po lewym policzku. Cały czas szeptała drżącym głosem dławiąc się łzami słowo przepraszam. Tylko ja nic nie mówiłem, czułem się winny tego, że doprowadziłem ją do takiego stanu. Złapałem ją mocno za rękę i lekko przyciągnąłem do siebie. Nasze twarze były coraz bliżej. To było nieuniknione. Całowaliśmy się. Czułem jak jej łzy napływają do moich ust. Próbowałem je ocierać, bo tak bardzo nie chciałem, żeby płakała. Oderwaliśmy się od siebie. Ale ona nadal trzymała splecione ręce na mojej szyi. Przytuliłem ją, oboje tego potrzebowaliśmy. Potrzebowaliśmy siebie tak bardzo.
- Już dobrze kochanie, proszę cię nie płacz, wszystko będzie dobrze.
- Nie mów tak. Nic nie będzie dobrze. – znowu głos jej drżał.
- To w takim razie nic nie będzie dobrze, ale postaram się, żeby tak nie było.
- Przepraszam. – była roztrzęsiona i przerażona.
- Kocham cię słyszysz?! Kocham. Tak bardzo cię kocham.
Nic nie odpowiedziała, milczała. Od czasu do czasu było słychać jedynie ciche pochlipywanie Weroniki. Popatrzyłem na zegarek. Było jeszcze 5 minut do końca przerwy. Otarłem twarz. Byłem wyczerpany całą tą sytuacją, tym wszystkim. Nawet nie zauważyłem kiedy obok mnie usiadł Wiktor.
- Uspokój tą szmatę. – powiedział z szyderczym uśmieszkiem.
Nie wytrzymałem. Skończyła się moja cierpliwość. Byłem aż za bardzo wyrozumiały dla tego dupka. Wstałem i przywaliłem mu tak, że z nosa pociekła mu krew. Zaraz zbiegli się wszyscy zainteresowani. Już był przy mnie policjant. Odciągnął mnie od Wiktora. Po opanowaniu całej tej sytuacji na korytarz wyszła pani i oznajmiła, żebyśmy weszli na salę rozpraw. Myślałem, że to będzie koniec tej rozprawy, ale jednak bardzo się myliłem.
- Proszę o powstanie sąd idzie.
- W wyniku nowych okoliczności, jakie zaistniały podczas przerwy. Proszę jednak o składanie zeznań przez oskarżonego.
Wstałem. Nic nie miałem do ukrycia, bo wszystko co zostało tu powiedziane było absolutną prawdą. Chciałem już mówić, gdy nagle do sali weszła Weronika.
- Co się tam dzieje? Kim pani jest? – zapytał sędzia wskazując na Weronikę.
- Wysoki sądzie, chciałam zeznawać.
- Proszę podejść do barierki, przedstawić się, powiedzieć ile masz lat, gdzie chodzisz do szkoły i co wiesz o wydarzeniach z 14 kwietnia 2012 roku.
- Nazywam się Weronika Krajewska. Mam 16 lat i uczęszczam do liceum ogólnokształcącego w Poznaniu. Ta cała sytuacja to moja wina.
- Proszę wyjaśnić.
- Byłam związana z Wiktorem, kochałam go tak bardzo, że byłam głucha i niewidoma na jego zdrady. Może dlatego, że nie miałam nikogo oprócz niego. Ale gdy pojawił się Marcin to wszystko się zmieniło. Wszystko zmieniło się na lepsze. Wtedy na tej imprezie Wiktor powiedział mi, że idzie po jakiś napój. Nagle podszedł do mnie Marcin i złapał mnie mocno za rękę i uparcie przepychał się przez tłum. Wiktor całował się z jakąś inną dziewczyną. To było takie obrzydliwe i upokarzające. – zadrżał jej głos, a oczy zaczęły się szklić. – Marcin widząc mnie pod wpływem silnych emocji uderzył Wiktora. Teraz ta sytuacja przed salą rozpraw to również moja wina. Wiktor sprowokował Marcina mówiąc o mnie szmata. Wiem, że chciał mu pogorszyć sytuację. Chciałam jeszcze tylko powiedzieć, że Marcin robił te wszystkie rzeczy, które go tutaj doprowadziły, dla mnie. Nie znam nikogo innego, kto byłby tak odważny i mnie kochał tak bardzo, że zaryzykował by swoim życiem. To na tyle. – teraz już płakała.
- Czy są jakieś pytania do świadka?
- Nie ma żadnych pytań.
- Z związku z tym ogłaszam wyrok. Wyrok w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej. Sąd rejonowy po rozpoznaniu sprawy Marcina Sobczaka uznaje go za winnego dokonanego czynu i skazuje na 5 lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata, tym samym na okres 2 lat przyznaje opiekę kuratorską oskarżonemu. Proszę usiąść. – usiedliśmy, Weronika płakała, moja mina też nie była za wesoła, jedynie Wiktor miał powody do radości. – Proszę państwa ta sprawa ukazuje, że miłość młodzieńcza jest bardzo silna. Pokazuje również, że ta miłość nie ma żadnych granic, jest godna podziwu i pełna poświęceń i wyrzeczeń. Postawa oskarżonego to postawa, która jest rzadko tutaj spotykana, bowiem oskarżony wziął całą odpowiedzialność za siebie i za swoje czyny. To właśnie dlatego sąd zastosował okoliczności łagodzące. To koniec tej rozprawy. Mam nadzieję, że już więcej się tutaj nie spotkamy.

-------------------------------------------------
Trochę dłuższy, bo nie dodam w ciagu tygodnia żadnego rozdziału, gdyż mnie nie będzie w domu, a skorzystanie z Internetu będzie dużym problemem. Może jednak wpadną mi jakieś nowe pomysły na następne rozdziały. Choć mi ich nie brakuje. Nie zapomnijcie o mnie przez ten tydzień. <33
Kocham was.! <33 ;***
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

 
Rozdział 22

Moje przeczucia mnie jednak nie myliły. Prowadzony przez policjantów jak morderca zdążyłem się jeszcze odwrócić, by spojrzeć jeszcze raz na Weronikę. Płakała, płakała przeze mnie. Czułem się podle, jak największy frajer, przez którego płakała ona, moje szczęście. Wszystko znowu spieprzyłem. Wprowadzili nie do samochodu. Wsiadając zmuszałem się, by nie odwrócić głowy, by jeszcze raz zobaczyć tą twarz, na której malowało się rozczarowanie przepełnione żalem i bólem. Nie próbowałem się wyrywać, bo opór był bezcelowy. Wszystko inne zresztą też było bezcelowe. Dojechaliśmy pod budynek sądu. To będzie proste rozstrzygnięcie sprawy. Byłem winny, choć nie pamiętałem wszystkich szczegółów, bo byłem pijany. No pamiętam jedynie potwornego kaca, który długo mnie męczył. Zresztą nie chciałem się w ogóle bronić. Nie miałem usprawiedliwienia. No może jedno usprawiedliwienie, naprawdę przekonujące, przynajmniej jak dla mnie. Wtedy, nie całkiem świadomie, walczyłem o swoja przyszłość, przyszłość z nią. To chyba było najlepsze i jedyne usprawiedliwienie jakie przychodziło mi do głowy. Policjanci zaprowadzili mnie pod salę rozpraw. Na korytarzu jedyną znaną mi osobą był Wiktor. Ze mną nie było nikogo, kto mógłby mnie wspierać. Zresztą sam na to zasłużyłem. Jedynie tata wiedział o tej sprawie. Usiadłem sobie na krzesełku, gdy podszedł do mnie Wiktor.
- Cześć chłopczyku. Ta rozprawa skończy się szybciej niż się spodziewasz. Zniszczę cię na samym początku. – odszedł posyłając mi szyderczy uśmieszek.
On nie musiał mi tego uświadamiać, bo od początku wiedziałem, że moje szanse są marne. To nie będzie spektakularne przedstawienie, obejdzie się bez oklasków.
- Rozprawa Wiktora Laudowicza przeciwko Marcinowi Sobczakowi. Zapraszam na salę.
Wziąłem głęboki oddech i wypuściłem powietrze z ust. To czas, w którym wszystko się zmieni i wcale nie na lepsze.
- Proszę wstać sąd idzie. Rozprawę poprowadzi sędzia Karol Marczyński.
- Panie prokuratorze, proszę przeczytać akt oskarżenia.
- Oskarżam Marcina Sobczaka o to, że w dniu 14 kwietnia 2012 roku o godzinie 21.00 z premedytacją dotkliwie pobił Wiktora Laudowicza. W wyniku tego pobicia poszkodowany doznał uszczerbku na zdrowiu. Za popełnienie przestępstwa oskarżonemu grozi do 5 lat pozbawienia wolności.
- Czy oskarżony przyznaje się do zarzucanego mu czynu?
- Tak, wysoki sądzie.
- Czy oskarżony chce składać zeznania?
- Nie, wysoki sądzie.
- W takim razie proszę o podejście do barierki oskarżyciela posiłkowego Wiktora Laudowicza. – minęła chwila, a Wiktor stał wyprostowany i dumny jak paw szyderczo się uśmiechając do mnie – Proszę się przedstawić, powiedzieć ile masz lat, gdzie chodzisz do szkoły.
- Nazywam się Wiktor Laudowicz, mam 17 lat i chodzę do liceum ogólnokształcącego w Poznaniu.
- Powiedz co wydarzyło się dnia 14 kwietnia 2012.
- No więc to wszystko zaczęło się dużo wcześniej.
- Proszę się wyrażać dokładniej, gdyż dla sądu nie jest to oczywiste.
- Dobrze. Wszystko się zaczęło na początku kwietnia. Miałem dziewczynę, Olę. To znaczy spotykaliśmy się już od jakiś dwóch miesięcy. Z powodu odległości nie spotykaliśmy się często. Więc postanowiliśmy się zobaczyć. Pod wpływem chwili doszło do kontaktu fizycznego, znaczy nie całkiem, bo do jej domu wszedł ten frajer.
- Proszę się powstrzymać od nieprzyjemnych uwag.
- Przepraszam wysoki sądzie. Krzyczał i popychał Olkę. Już wtedy wiedziałem, że jest bardzo agresywny i będą z nim same kłopoty.
A więc to stąd Wiktor wiedział o zdradzie Olki. Wszystko to dokładnie zaplanował. Byłem zszokowany. Chciałem go uderzyć, ale to by pogorszyło moją sytuację. Po zeznaniach Wiktora nie mogłem dojść do siebie. Byłem bardzo zdenerwowany. Później zeznawali obcy mi ludzie, których nigdy w życiu nie widziałem, ale jak mogłem się domyślać to Wiktor ich przekupił, albo byli mu coś winni. Trzeba być naprawdę głupim, by się nie domyśleć. Siedziałem trzymając się za głowę i zaciskając mocne pięści. Nareszcie nadszedł koniec rozprawy, a wraz z nim wyrok.
  • awatar recently: o jejki ciekawe co dalej będzie : /
  • awatar nicnazawsze: @Mask of Shame: intecnje zrozumiałam xD
  • awatar Mask of Shame: Te opowiadania,pie**** mnie,wyzywają i na koniec śmieją się prosto w twarz pytając jak było :D (Jak coś intencja komentarza była dobra ; ) )
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Rozdział 21
Obudziłem się, gdy do pokoju wszedł tata. Patrząc na mnie i na śpiąca Weronikę uśmiechał się jakby to przywoływało mu jakieś wspomnienia. Stał oparty o ścianę. Nie odzywał się, tylko patrzył na nas. Usiadłem na łóżku. Zastanawiałem się o czym rozmyśla tata. Wyglądał na szczęśliwego, dumnego. Odłączyłem kroplówkę i zażyłem tabletki. Jeszcze przez dłuższą chwilę dom wypełniała głucha cisza. Tata dalej stał nieruchomo oparty o ścianę. Chyba nie zdawał sobie sprawy, że stoi tam jak głupek, jakby czekał na coś, co się nie zdarzy. Wstałem i poszedłem wziąć prysznic. Ubrałem się i wszedłem do pokoju, a tam zobaczyłem mojego tatę rozmawiającego z Weroniką. Śmiali się bardzo głośno. Mam tylko nadzieję, że tata nie opowiadał jej tych swoich głupich kawałów. Stałem w drzwiach i patrzyłem na nich. Chyba znaleźli ze sobą wspólny język. Cieszyłem się , choć byłem bardzo zdziwiony postawą mojego ojca. Jak byłem z Olką nigdy nie rozmawiał z nią dłużej niż minutę, a rozmowa polegała na przywitaniu i pożegnaniu. Skoncentrowałem swoje myśli na Weronice. Wyglądała tak słodko w mojej koszulce, to znaczy w jej koszulce. Włosy miała w artystycznym nieładzie, ale nadal wyglądała pięknie. Zakaszlałem, a oczy rozmówców skierowane były na mnie. Uśmiechnąłem się lekko. Weronika wyciągnęła do mnie rękę chcąc bym się przyłączył do nich. Usiadłem obejmując Weronikę w talii. Co jakiś czas udało mi się skraść buziaka. Rozmawialiśmy bardzo głośno, śmialiśmy się i znowu wracaliśmy do rozmowy. Śmiech był taką odskocznia od rozmowy, taką chwilową przerwą. Choć nie wydaje mi się, że któreś z nas potrafiłoby powstrzymać się od śmiechu. Nagle do pokoju weszła mama. Była zdziwiona tym widokiem, bo był to widok niecodzienny. Wcześniej nie dogadywałem się z rodzicami tak dobrze.
- Chodź do nas Kaśka. – powiedział tata łapiąc mamę za rękę.
- No chodź mamo. – powiedziałem zachęcająco.
- A co to za spotkanie? – zapytała mama.
- Takie rodzinne. – odparł tata udając poważnego.
Wszyscy wybuchliśmy śmiechem widząc minę taty. Później Weronika poszła wziąć prysznic, rodzice zeszli do kuchni przygotować jakieś śniadanie, a ja postanowiłem poczekać na moje słonko. Gdy wyszła usiadła mi na kolanach i pocałowała.
- A to za co? – zapytałem.
- Za wczorajszy dzień, za wszystko kochanie. – odpowiedziała całując mnie.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też.
Usłyszałem jak mama woła nas na śniadanie. Zeszliśmy do kuchni. Gdy jedliśmy śniadanie do drzwi rozległo się głośne pukanie. Chciałem wstać i otworzyć, ale powstrzymał mnie tata i poszedł otworzyć drzwi.
- Dzień dobry, czy tutaj mieszka pan Marcin Sobczak?
- Dzień dobry, tak mieszka.
- Czy jest obecny teraz w domu?
- Tak, zaraz go poproszę. Marcin policja do ciebie.
Już wiedziałem o co chodziło. Popatrzyłem na Weronikę, miała bardzo zmartwiony wyraz twarzy, pełny żalu, rozczarowania. Wstałem, wziąłem bluzę i wyszedłem razem z policjantami. Zapomniałem, że rozprawa odbywa się dziś. Czuje, że będę miał duże problemy.

------------------------------------------------
Przepraszam, że taki nudny, ale nie miałam weny dzisiaj.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Rozdział 20

Gdy się obudziłem Weronika jeszcze spała. Rękę trzymała na mojej klatce piersiowej, kurczowo trzymała się mojej bluzki. Tak jakby chciała mnie zatrzymać, ale ja się nigdzie nie wybierałem. Leżałem i głaskałem ją po tej ślicznej buźce. Odgarnąłem lekko kosmyk jej włosów z twarzy. W tym momencie podniosła lekko powieki i natychmiast je zamknęła. Uśmiechała się, a ja patrzyłem na nią. Byłem naprawdę szczęśliwy. Nie chcę niczego zepsuć, będę uważać na moje szczęście. Wiem, że nie mogę pozwolić na to, by kiedykolwiek jeszcze płakała. Nie pozwolę jej odejść, a jeśli będę musiał to zrobić? Mam nadzieję, że nie będzie takiej sytuacji. Leżałem tak i patrzyłem w sufit czując jak ręka Weroniki wodzi po mojej klatce piersiowej. Gdy co jakiś czas zerkałem na nią nadal miała zamknięte oczy i tylko się uśmiechała. Nie chciałem nic mówić, chciałem tylko słuchać jak nasze oddechy łączą się w powietrzu. Lekko się przeciągnąłem. Zobaczyłem, że jest 4.00. Było bardzo wcześnie. Kroplówka jeszcze się nie skończyła. Zakaszlałem, a Weronika podniosła głowę, uśmiechnęła się i nasze wargi się złączyły. Pragnąłem jej tak bardzo, że chciałem oblizywać swoje wargi, by nadal czuć jej smak. Moje ręce powędrowały wzdłuż jej talii. Oderwałem się od niej. Usiadłem na łóżku i przetarłem oczy. A ona złapała mnie za szyję i zaczęła całować po policzku. Odwróciłem się do niej i popatrzyłem jej w niebieskie oczka. Nagle zobaczyłem, że jej oczy szklą się, napływały do nich łzy. Tylko teraz nie wiedziałem jakie to są łzy. Nie chciałem, żeby płakała.
- Przepraszam. – powiedziała drżącym głosem.
- To ja powinienem przeprosić. Nie wiedziałem czy chcesz tego naprawdę, dlatego się odsunąłem. Może to tylko pod wpływem tej całej sytuacji. Co jeśli stwierdzisz, że to nie ja jestem tym jedynym?
Nie usłyszałem odpowiedzi. Tak naprawdę nie chciałem jej usłyszeć. Siedzieliśmy naprzeciwko siebie i patrzyliśmy sobie w oczy. Z każdą sekundą nasze twarze były coraz bliżej siebie. Usta złączyły się w jedną całość. Tak to było coś, czego potrzebowałem, czego pragnąłem tak bardzo jak jeszcze nigdy dotąd. Nasze ciała swobodnie opadły na łóżko. Jej ręce nadal kurczowo trzymały moją bluzkę. Traciliśmy powietrze i nabieraliśmy jak najwięcej, żeby zostało na dłużej, by ta chwila trwała dłużej. Jeszcze raz popatrzyłem na nią, by upewnić się czy oboje tego chcemy. Delikatnie ściągnęła mi koszulkę. Przypomniałem sobie o kroplówce. Natychmiast ją odłączyłem . Całowałem jej szyję, a ona trzymała rękę na moim karku. Pomalutku ściągnąłem jej koszulkę, a później resztę ubrań. Starałem się, by dla nas było to najwspanialsze uczucie jakie nas spotkało, by nie było to jednorazową przygodą. Później już leżeliśmy wtuleni w siebie. Ubraliśmy się.
- Zimno mi. – powiedziała nagle.
- Zimno?! Ze mną ci zimno kochanie?
- Nie, ale chcę, żebyś dał mi swoją koszulkę. – zrobiła minę słodkiego szczeniaczka.
- Którą chcesz? Wybierz sobie. – zaśmiałem się.
- Tą co masz na sobie.
- Ale to moja ulubiona.
- Właśnie moja też. Będzie mi przypominać o tej nocy. To jak dobijemy targu?
- A dostanę buziaka?
- Dostaniesz.
- No to oddam ci moją koszulkę kochanie. – ściągnąłem bluzkę, a ona dała mi buziaka i ubrała koszulkę.
- Dziękuję.
- Dla ciebie wszystko. Ale ja też coś chcę.
- Dostałeś przecież buziaka. Co jeszcze chcesz?
- Ciebie.
Już nie potrzebne były słowa. Całowaliśmy się. Tyle mi wystarczało. Potrzebowałem jej jak tlenu, potrzebowałem by normalnie funkcjonować. Weronika podłączyła mi z powrotem kroplówkę. Wtuleni w siebie usnęliśmy. To najlepsza noc mojego życia, spędzona z nią, z moim szczęściem.
  • awatar Choose me, love me: Przeczytałam właśnie całe ;> świetne, dodaję do obserwowanych! <3 I zapraszam do mnie, też piszę opowiadanie.
  • awatar recently: aaa czekam z niecierpliwoscia na dalsza czesc *.*
  • awatar Gość: boskie + wbij
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (16) ›
 

 
Rozdział 19

Jadąc żadne z nas nie zamieniło ze sobą ani jednego słowa. Mama ze zdenerwowania energicznie uderzała o siedzenie. Tata ze złości zaciskał pięści i mrużył oczy. A Weronika? Weronika siedziała obok mnie i nerwowo ściskała moją dłoń. A ja siedziałem jak głupek. Czułem się niezręcznie, bo ta cała sytuacja nie miała by miejsca, gdyby nie moje wybryki. Może rodzice się domyślali, że mam jakieś kłopoty. Ja miałem bardzo dziwne wrażenie, może to przez poczucie winy. Kurde, znowu niczego nie byłem pewien. Brakowało mi tej pewności, pewności, że jutro wstanę i nie będzie żadnych kłopotliwych niespodzianek. Ale tak bywa tylko w bajkach dla małych dzieci. Ja też byłem jednym z najwierniejszych słuchaczy takich magicznych opowieści. Jednak z czasem zobaczyłem, że rzeczywistość jest całkiem inna, taka powykrzywiana, szara. Nigdy nie myślałem tak filozoficznie. Chyba trochę mądrości mi napłynęło w tym szpitalu. Dojechaliśmy do domu. Tata zapłacił taksówkarzowi, wziął torbę z moimi rzeczami i weszliśmy do domu. Mimo tej całej przytłaczającej sytuacji uśmiechnąłem się na widok mojego domu, tej przestrzeni, której mi tak brakowało. Zaprosiłem Weronikę do mojego pokoju. Poszliśmy schodami na górę. Usiedliśmy na łóżku. Siedząc tak w milczeniu i patrząc na Weronikę, nie mogłem uwierzyć w to jakie szczęście mnie spotkało. Szczęście, które było kruche, piękne, a przede wszystkim moje. Przyglądałem się jej przez dłuższą chwilę. Była taka piękna. Miała duże, niebieskie oczy, mały nosek, delikatne usta i długie, brązowe włosy. Gdy nasze oczy się spotkały oboje wybuchliśmy śmiechem. Głowę położyłem na jej kolanach. A ona pochyliła się nade mną i pocałowała mnie. Oderwała się na moment i spojrzała mi głęboko w oczy, nie wiem co w nich takiego widziała, ale ja w jej oczach widziałem szczęście, prawdziwy uśmiech. Siedzieliśmy w ciszy i w tamtym momencie zrozumiałem, że cisza z nią jest najlepszą ciszą. Nie potrzebowaliśmy zbędnych słów. Ona co jakiś czas głaskała mnie po policzku. Było już trochę późno, a ja byłem zmęczony, zresztą Weronika też. Pochyliła się nade mną i już chciała mnie pocałować i odejść. Nasze usta było coraz bliżej siebie, czułem jak jej wargi dotykają moje.
- Kochanie gdzie się już wybierasz? – powiedziałem.
- Do domku łobuzie. – lekko się odchyliła.
- Dlaczego? Ja chcę, żebyś została ze mną.
- Jesteś rozkapryszonym dzieciakiem. – powiedziała nie mogąc się powstrzymać od nagłego wybuchu śmiechu.
- Wcale nie jestem. Po prostu chcę, żebyś przy mnie została.
- No daj mi tego buziaka i idę do domku. – powiedziała nachylając się do mnie.
- Nie dam. – zakryłem usta ręką.
- Dobrze skoro nie chcesz dać to nie dostaniesz już więcej żadnego buziaka. – zmarszczyła lekko brwi.
Podniosłem się z jej kolan i usiadłem naprzeciwko niej. Popatrzyłem na nią udając obrażonego. Zbliżyłem się do niej i pocałowałem ją. Całowaliśmy się długo, robiąc tylko przerwy by złapać krótki oddech. Oderwaliśmy się od siebie, a ona uśmiechnęła się łobuzersko.
- Wiedziałam, że to cię zmusi do działania kochanie. – powiedziała.
- A więc to był taki mały szantaż emocjonalny?
- Chyba tak albo na pewno tak.
- Niegrzeczna się robisz.
- Ciągnie swój do swego.
- O jaka mądrala.
- Też cię kocham. – pocałowała mnie.
- Weronika mogę o coś zapytać.
- Możesz.
- Zostaniesz ze mną dzisiaj.
- Nie mogę.
- Ale pod moim łóżkiem są potwory i coś czuje, że dzisiaj będą chciały mnie zjeść.
Śmialiśmy się tak długo, że rozbolały nas brzuchy, a Weronice spływały łzy po policzkach. Tylko, że te łzy nie były łzami bólu, ale łzami radości. Na takie łzy mogliśmy sobie pozwolić. Mijały godziny, a Weronika nie odchodziła, chyba ją przekonałem tymi potworami. Leżeliśmy na łóżku i usnęliśmy jak małe dzieci. Jestem pewny, że tej nocy żadne potwory nie będą mnie straszyć.
 

 
Rozdział 18

Gdy się obudziłem od razu zacząłem szukać wzrokiem Weroniki. Była cały czas przy mnie, spała obok mnie. Uśmiechała się przez sen. Zaśmiałem się cicho, by jej nie obudzić. Wstałem odrywając od siebie wtuloną Weronikę. Usiadłem na łóżku. Zauważyłem, że rodzice rozmawiają z lekarzem na korytarzu. Gdy skończyli, weszli do środka.
- Cześć synku. – powiedziała mama całując mnie w czoło.
- Cześć. Co tam u was słychać?
- U nas dobrze, ale lepiej mów jak u ciebie. Jak się czujesz?
- Dobrze tato.
- Dzisiaj twój ostatni dzień w szpitalu. Czekamy tylko na wypis. Spakowany jesteś już?
- Tak. Weronika mi pomogła. – wskazałem na śpiącą Weronikę.
- A co z Olą?! – zapytała mama patrząc na mnie dziwnym wzrokiem.
- Z Olką nic. Po prostu nie jesteśmy już razem. Ona tak zadecydowała.
- Mam nadzieję, że mówisz mi prawdę. Ja ją bardzo lubiłam.
- Dobra mamo odpuść sobie.
- Jak ty do mnie mówisz?
- No mamo..
- Daj mu spokój. – powiedział tata, bo dobrze wiedział co się ze mną działo po tym wszystkim z Olką.
- Zapraszam do siebie. – powiedział lekarz do rodziców.
- Obudź Weronikę, bo zaraz wracamy do domu. – powiedział tata uśmiechając się do mnie.
I poszli z lekarzem. Podszedłem do łóżka. Usiadłem. Pocałowałem Weronikę w usta, później w policzek i czoło. Otworzyła oczy i uśmiechnęła się.
- Dzień dobry. – powiedziałem całując ją w usta.
- Cześć kochanie.
- Musiałem cię obudzić, bo rodzice już przyjechali po nas.
- Już?!
- No już.
- Szkoda, bo dobrze mi tu było.
- Jeszcze lepiej będzie w moim pokoju. – uśmiechnąłem się.
- Ty łobuzie jeden. – zaśmiała się i pocałowała mnie.
Zaczęliśmy się całować, ale usłyszałem, że rodzice wychodzą z gabinetu. Przyszli z lekarzem i pielęgniarką. Odłączyli mi kroplówkę. Lekarz ostatni raz mnie przebadał i mogłem iść do domu. Dał jakieś instrukcje do dalszego leczenia w domu. Dostałem zapas kroplówek. Miałem przyjmować co noc jedną kroplówkę. Podziękowaliśmy i wyszliśmy. Złapałem Weronikę za rękę i poszliśmy na parking do samochodu. A tam czekała na nas niespodzianka. Obok auta stali policjanci. Przestraszyłem się, że Weronika dowie się o tej sprawie w sądzie z Wiktorem. Nie chciałem jej nic mówić, bo wszystko było dobrze, więc po co miałem ją martwić.
- Dzień dobry. Starszy aspirant Mańkowski i kolega aspirant Tymoszewski. Czy to auto należy do państwa?
- Dzień dobry. Należy do mnie. – powiedział tata, a ja odetchnąłem z ulgą.
- Dostaliśmy zgłoszenie próby włamania do tego auta.
- Włamanie?! – krzyknęła z wrażenia mama.
- Niestety sprawcy zbiegli z miejsca popełnionego przestępstwa i nie udało się ich złapać. Jednak szpital wyposażony jest w porządny monitoring. Mamy nadzieję, że uda nam się pojąć sprawców.
- Czy coś zginęło? – zapytałem.
- Niestety nie jestem w stanie tego ocenić, gdyż nie wiem co dokładnie znajdowało się w tym aucie. Mógłbym prosić o ocenę strat. Proszę zobaczyć czy coś zginęło.
Tata wszedł do auta, by się trochę rozejrzeć. Od czasu do czasu było słychać przekleństwa taty. Mama się trochę zaczerwieniła. A ja uśmiechałem się. Popatrzyłem na Weronikę. Miała zmartwiony wyraz twarzy. Nagle zobaczyłem, że na drzwiach było wyrysowane „pożałujesz jeszcze” i coś w stylu podpisu „WL”. Zastanawiałem się co to może oznaczać.
- Proszę pana. – zwróciłem się do policjanta.
- Tak?
- Na drzwiach samochodowych jest wyrysowany napis. Proszę zobaczyć.
- Czy mają państwo jakiś wrogów?
- Wrogów?! Jakich wrogów?! My nie mamy z nikim konfliktu. Niedawno się przeprowadziliśmy, a już same problemy. – powiedziała zdruzgotana mama.
Mina mi posmutniała, bo ja wielu się osobom naraziłem. Weronika widząc mój wyraz twarzy mocno mnie przytuliła. Byłem już tym zmęczony. Ciekawe co jeszcze mnie tu spotka. Ocenili straty i dali wezwanie na komendę. To już drugie moje takie wezwanie. Muszę i tak iść na komisariat. To będzie przeżycie. Zadzwoniliśmy po taksówkę i pojechaliśmy do domu.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Rozdział 17

Obudziłem się. Już podłączali mi nową kroplówkę i podali leki. Pielęgniarka cały czas patrzyła na mnie i uśmiechała się. Długo się krzątała po sali. Wypełniała jakieś papiery, a później znowu się na mnie patrzyła. Czy coś było ze mną nie tak?
- To twoja ostatnia kroplówka tutaj.
- Cieszę się, ale dlaczego ostatnia tutaj?
- Dzisiaj wypisują cię i wracasz do domu. Miałam ci nie mówić, ale chciałam cię trochę rozweselić.
- Dziękuję.
Uśmiechnęła się i wyszła. Podniosłem się i usiadłem. Popatrzyłem w okno. Świeciło słońce. Mimowolnie się uśmiechnąłem. Ciałem byłem w szpitalnej sali, ale myślami przy Weronice. Pragnąłem usłyszeć jej głos, poczuć jej dotyk, jej smak delikatnych ust. Chciałbym być teraz przy niej.
- Ładną pogodę dzisiaj mamy.
Odwróciłem się i zobaczyłem stojącą w drzwiach Weronikę. W ręku trzymała kubek z herbatą.
- No ładną.
- Przepraszam. – mówiła drżącym głosem.
- Chodź do mnie. – wyciągnąłem rękę.
Odłożyła kubek i podeszła do mnie. Usiadła obok mnie patrząc w moje oczy. Zbliżyłem się do niej. Czułem jej oddech na mojej szyi. Pogłaskałem jej policzek i delikatnie musnąłem jej usta. Ten moment trwał całą wieczność. Czekałem na nią wystarczająco długo. Odrywaliśmy się od siebie tylko by nabrać trochę powietrza. Kochałem ją bardzo mocno. Już jej nie wypuszczę. Ona jest moja, na zawsze.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też kocham. Ale i tak czeka nas trudna rozmowa. Ty dobrze o tym wiesz.
- Wiem.
- Marcin przepraszam, bardzo przepraszam za mojego ojca, za to, że tutaj jesteś. Przepraszam. – płakała.
Przytuliłem ją mocno do siebie. Nie chciałem, żeby płakała z mojego powodu.
- Już dobrze kochanie. Nic się takiego nie stało. Nie przepraszaj mnie.
- Ale…
- Nie ma żadnego ale. Kocham cię.
- Ja ciebie też.
- A teraz mam dla ciebie niespodziankę.
- Dla mnie?
- Tak. Dzisiaj mnie wypisują z tego cholernego szpitala.
- Naprawdę?
- Tak. Cieszysz się?
- No pewnie, że się cieszę. Mogę po ciebie przyjść, jeśli tylko chcesz.
- Chcę, chcę. – pocałowałem ją w policzek.
- To ja będę tutaj cały czas z tobą. Nigdzie mi się nie śpieszy.
- A szkoła? Słyszałem, że długo cię nie było w szkole.
- No nie było mnie.
- Z jakiego powodu?
- Pojechałam do cioci, by trochę odpocząć od tego wszystkiego.
- I odpoczęłaś?
- Odpoczywam przy tobie.
- Położę się teraz, bo mnie boli głowa trochę.
- Dobrze to ja sobie usiądę na krzesełku.
- O nie! Ty będziesz leżała obok mnie. Ja się posunę. Muszę mieć pewność, że mnie nie zostawisz.
- Nie zostawię. Ja już cię nie oddam.
- No mam nadzieję.
Pożyła się obok mnie. Wygłupialiśmy się na tym niewygodnym łóżku. Śmialiśmy się tak głośno, że co jakiś czas pielęgniarki zaglądały co się dzieje w mojej sali. Byłem już trochę zmęczony i usnąłem trzymając mocno dłoń Weroniki.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Rozdział 16

Tam zobaczyłem wszystkich moich kolegów z poprzedniego miasteczka. Wszyscy się uśmiechali. Stali i uśmiechali się. W rękach każdy trzymał balon. Rozśmieszyło mnie to bardzo. Zaczęli bić mi brawa. A ja czułem się trochę niezręcznie, bo nie mogłem podejść o własnych siłach do nich. To beznadziejne uczucie. Próbowałem wstać, ale powstrzymał mnie Paweł.
- Patrz teraz. – powiedział Paweł.
Chłopaki odsunęli się, a na środku stała Weronika. Po jej policzkach spływały grube łzy. Gdy ją zobaczyłem oczy mi odpoczęły, serce spokojniej biło, oddech się uspokoił. Do oczu napłynęły mi łzy. Jedna spłynęła po policzku. Zebrałem siły, zacisnąłem mocno zęby i wstałem z wózka. Postawiłem pierwszy krok. Zaraz był przy mnie Paweł. Chciał mi pomóc. A ja nie chciałem pomocy, chciałem sam iść do niej. Nawet jeśli sprawiało mi to ból, to dla niej warto. Ona widząc to zaczęła biec w moją stronę. Wtuliła się we mnie mocno. Ściskała mnie coraz mocniej. Syknąłem z bólu. Ona natychmiast się oderwała i znowu na jej policzkach zobaczyłem łzy. Przyciągnąłem ją do siebie i zacząłem całować jej policzki. Otarłem jej łzy. Popatrzyłem jej głęboko w oczy, a ona cały czas próbowała unikać mojego wzroku.
- Kocham cię Weronika. Kocham. Słyszysz?! Kocham cię.
Pocałowałem ją. Mogłem tak wieczność. Jej usta były takie delikatne. Całowałem ją z miłości, nie z pożądania ciała. Oderwałem się na chwilę, by złapać oddech. Zrobiło mi się trochę słabo. Z nosa znowu zaczęła lać się mi krew, głowa mnie coraz bardziej bolała. To było coraz bardziej uciążliwe. Weronika widząc to gwałtownie się cofnęła. Odwróciła się i już miała iść, ale złapałem ją mocno za rękę.
- Nie odchodź. Bez ciebie nie dam rady. Zostań ze mną.
Widząc co się dzieje ze mną. Chłopcy zerwali się z miejsca, gdzie wcześniej stali. Pomogli usiąść na wózku. Krzysiek pobiegł po lekarza. Zawieźli mnie do sali. Zdążyłem jeszcze coś szepnąć na ucho Pawłowi zanim straciłem przytomność.
- Nie pozwól jej odejść stąd. Zatrzymaj ją choćby siłą.
Obudziłem się na szpitalnym łóżku. Zauważyłem, że podłączyli mi kroplówkę. To wszystko zaczynało mnie męczyć. Zacząłem się rozglądać po sali, ale widziałem tylko zmartwione twarze chłopaków, nie było wśród nich Weroniki, mojej Weroniki. Puls serca zaczął mi przyśpieszać. Denerwowałem się. Wyczaili to chłopcy. Stanęli nad moim łóżkiem.
- Spokojnie chłopaku. Dasz radę. Uspokój się. – powiedzieli wszyscy chórem.
- Gdzie jest Paweł?
- Jestem tutaj. – krzyknął.
- Paweł obiecałeś.
- Wiem, ale niestety nie udało mi się.
Zrezygnowany patrzyłem na Pawła i na całą resztę chłopaków.
- Ej jak się czujesz? – zapytał Damian.
- Spoko.
- Wiesz mamy dla ciebie niespodziankę. – powiedział Michał.
- Znowu? Wy już dużą niespodziankę dla mnie zrobiliście, tym że tutaj jesteście. Przecież to jednak spora odległość. Dzięki chłopaki.
- Dla przyjaciela wszystko jest do zrobienia. A po za tym obiecaliśmy, że wpadniemy to jesteśmy.
- Wyraź jakiś entuzjazm. – powiedział Paweł.
- No to jaka ta niespodzianka?
- Później zobaczysz.
Uśmiechnąłem się lekko. Chłopaki zadawali dużo pytań i dużo mówili, ja tylko słuchałem. Cieszyłem się, że odwiedzili mnie. Choć myślałem, że okoliczności naszego spotkania będą całkowicie inne. Siedzieli dość długo i nie mieli ochoty wcale wychodzić. Robiło się dość późno, przyszła pielęgniarka i wyprosiła chłopaków. Musiała siłą ich wypychać, bo sami by nie wyszli. Śmiesznie to wyglądało. Nawet nie wiem kiedy usnąłem.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Rozdział 15

Niestety nie było jej, nie odwiedzała mnie. Każdego nowego dnia czekałem na nią. Wyglądałem przez okno w nadziei, że jednak do mnie przyjdzie. Mijały mi tak dni w szpitalu, głównym zajęciem było czekanie. Przychodzili rodzice, mama przyniosła jedzenie, na które wcale nie miałem ochoty. Leżałem na tym łóżku i czekałem. Pewnego dnia odwiedził mnie Paweł.
- Cześć stary. Jak się czujesz?
- Cześć. Nawet już trochę lepiej.
- To dobrze, bo martwiliśmy się trochę o ciebie. Jak stąd wyjdziesz musimy urządzić jakąś imprezkę.
- No to sobie jeszcze trochę poczekasz.
- Mam nadzieję, że nie za długo.
- Mam pytanie.
- Jakie?
- Widziałeś się z Weroniką?
- Nie. W sumie to nikt się z nią nie widział.
- Jak to?
- Nie było jej w szkole od 2 tygodni.
- Nie wiecie gdzie ona jest?
- Przykro mi, ale nie wiem.
Zaczęła boleć mnie głowa, z nosa ciekła mi krew. Paweł wybiegł na korytarz i wołał lekarza. Wszyscy znowu się zbiegli. Podali leki, podłączyli kroplówkę i to tyle całego zamieszania. Zastanawiałem się tylko co się dzieje z moją Weroniką. Paweł patrzył na mnie dziwnym wzrokiem, był chyba nieco wystraszony.
- Nigdy więcej mi tak nie rób! – powiedział Paweł.
- Przepraszam.
- Żartowałem. Przecież to nie zależy od ciebie. To ja powinienem przeprosić, bo cię zdenerwowałem. Stąd ta cała sytuacja.
- Mam dla ciebie pluszaka.
- Dziękuję. Od kogo?
- Od całej naszej klasy i profesorka też.
- Podziękuj im.
- Przekażę.
- Wiesz co bym chciał.
- No co. Bo jeśli chodzi o sprowadzenie Weronik to trochę trudna sprawa.
- O to też, ale chciałbym zapalić sobie szluga.
- Chcesz? Ja mam przy sobie.
- Niestety, ale muszę ci odmówić. Nie wolno mi w takim stanie, a poza tym w szpitalu się nie pali.
- To twoja kara za to, że za często pakujesz się w kłopoty.
- Tak dobij leżącego.
- Żartowałem.
- To nie żartuj.
- Dobra ja już muszę iść. Wpadnę do ciebie jak będę miał czas.
- Dobra. Dzięki za odwiedziny.
I wyszedł. A ja powróciłem do swojego czekania. Stwierdziłem, że albo mnie wypiszą albo ucieknę. Z trudem wstałem i wyszedłem na korytarz. Usiadłem na krzesełku. Zmęczyłem się tym krótkim spacerem. To wszystko mnie dobijało. Nie mogłem chodzić, przestałem uczęszczać na treningi, a jedyne co mogłem robić to czekać, choć to też sprawiało mi ból. Wróciłem do sali. Położyłem się na łóżku. Nagle do sali wbiegł zadyszany Paweł.
- Siadaj na wózku. Muszę ci coś pokazać.
- O co chodzi?!
- No siadaj. Jedziemy. Dostałem pozwolenie od lekarza. Mogę cię wziąć na chwilę.
- Ale gdzie jedziemy?
- Na podwórko szpitalne.
- Ale po co?
- Zobaczysz.
Ciekawość zżerała mnie od środka. Miałem nadzieję, że niespodzianką będzie Weronika. Paweł prowadził wózek bardzo szybko, o mało co, abyśmy wjechali w ścianę. Dojechaliśmy na podwórko szpitalne, a tam…
  • awatar Fuck.Off.Bitch*_*: dodaj szybko następny ... czemu ty mi to robisz... znowu w takim momencie ;)
  • awatar . Zagubiona ♥ .: ej nie kończ w takim momenciee ;p bo zwariujee <3
  • awatar Gość: kurde a takim momencie ; p super ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Rozdział 14

Gdy wbiegłem do środka miałem bardzo złe przeczucia, myślałem, że ujrzę tam Weronikę z Wiktorem, albo coś całkiem gorszego. To było raczej to drugie. Zobaczyłem ojca pochylającego się nad skuloną Weroniką. Był kompletnie pijany, a ona cała roztrzęsiona. Z głowy lała się jej krew. Widocznie nie usłyszał jak wszedłem, bo zamachnął się i już chciał uderzyć Weronikę, ale złapałem mocno za jego rękę.
- Niech pan przestanie!
- Nie masz prawa do mnie tak mówić w moim domu.
- Mam prawo, bo to jest moja dziewczyna. Zostaw ją.
- A to jest moja córka! Będę robił co mi się podoba, bo to ja jestem panem tego domu.
- Może panem tego domu, ale nie panem jej życia. Ona nie potrzebuje pana rodzicielskiej pomocy, jaką według pana jest przemoc.
- Zamknij się gówniarzu.
- Weronika chodź ze mną. – wyciągnąłem do niej rękę.
- Ona nigdzie nie idzie z tobą.
Uderzył mnie, poczułem silny ból głowy i klatki piersiowej. Chyba straciłem przytomność, bo obudziłem się dopiero w szpitalu. Otwarłem oczy. Zobaczyłem zmartwionych rodziców siedzących obok łóżka. Patrzyli na mnie litościwym wzrokiem.
- I jak się czujesz synku? – powiedziała wystraszona mama.
- Ale to łóżko jest niewygodne. – zażartowałem.
- Widzisz Kaśka, nic mu nie będzie, już sobie żartuje. To silny chłopak da radę. – powiedział tata patrząc na mamę przekonującym wzrokiem.
- No dobrze. Twoi koledzy tu byli 2 dni temu i jakaś dziewczyna siedziała cały czas na korytarzu i tylko zaglądała co jakiś czas. Patrzyła na ciebie długo, a potem wybiegała z płaczem ze szpitala.
- 2 dni temu?!
- Tak. Byłeś w śpiączce.
- Ja muszę iść poszukać Weroniki. – zacząłem odpinać ten cały sprzęt lekarski.
- Nie możesz iść. Piotrek przemów mu do rozsądku. – powiedziała mama.
- Ja muszę iść! Wypuście mnie!
- Idź po pielęgniarkę, a ja go przytrzymam. – krzyknął tata.
- Muszę iść, puść mnie tato. Puść mnie!
Zaraz zbiegli się lekarze i pielęgniarki. Dostałem zastrzyk w rękę z lekami przeciwbólowymi i uspokajającymi. Wymienili mi kroplówkę, podłączyli sprzęt i wyszli z sali. Leżałem na łóżku. Rodzice wyszli z sali, ale i tak słyszałem ich rozmowę z lekarzem.
- Pacjent jest w dużym szoku. Potrzeba czasu i cierpliwości. Przeżyć z takim urazem głowy jakiego doznał państwa syn to naprawdę szczęście. Kilka połamanych żeber na pewno da o sobie znać w niedługim czasie. Nie pozwólcie państwo się mu przemęczać, a tym bardziej denerwować. Taki nagły zryw i przypływ silnych emocji może zaważyć na przyszłości zdrowia syna. Marcin przeszedł bardzo poważną operację, gdzie borykaliśmy się z wieloma komplikacjami. Proszę to sobie wziąć do serca. To nie jest stłuczenie, które można zakleić plastrem. To będzie miało skutki w niedalekiej przyszłości.
- Będziemy uważać na słowa. Dziękujemy panie doktorze jeszcze raz za wszystko.
- Proszę uważać. A teraz państwo wybaczą, ale mam też innych pacjentów.
- Dziękujemy i przepraszamy za kłopot.
Weszli do sali. Sztucznie się uśmiechali, jak gdyby nigdy nic się nie stało. Tata wyszedł na korytarz po kawę. Mama zaś została przy mnie. Po policzku mimowolnie spłynęła mi łza. Mama wyjęła chusteczkę i otarła łzę.
- Wszystko będzie dobrze synku. – ściskała mocno moją rękę.
- Mylisz się mamo. Ja muszę poszukać Weroniki. Muszę z nią szybko porozmawiać.
- Jedyne co teraz musisz zrobić to odpoczywać.
- Idźcie do domu. To wy odpocznijcie.
- Nie zostawię cię tu samego.
- Nie mam 4 lat. Poradzę sobie.
- Dobrze, ale jutro przyjdę od razu po pracy. – pocałowała mnie w czoło i wyszła z sali.
Leżałem patrząc w sufit i myślałem o Weronice. Ja naprawdę musiałem z nią jak najprędzej porozmawiać. Potrzebowałem jej, bo ją kochałem. Chyba w tamtym momencie zrozumiałem, że darzę ją silnym uczuciem miłości. Kochałem tę dziewczynę i nic tego nie zmieni, ale musiałem z nią porozmawiać i to jak najszybciej. Byłem zmęczony, więc szybko zasnąłem.
 

 
Rozdział 13

Po szkole odprowadziłem Weronikę do domu. Chciałem z nią pogadać o tym wszystkim co się stało wcześniej i jak jest teraz. Byliśmy już pod jej domem. Dałem jej znowu swoją bluzę, bo było jej zimno, ale myślę, że to już przyzwyczajenie. Ona ją po prostu lubi. Przynajmniej takie miałem wrażenie. Zawsze jej było zimno, gdy miałem tą bluzę.
- Możesz ją zatrzymać.
- Naprawdę?
- Proszę, tobie częściej jest zimno. – zaśmiałem się.
- Dziękuję bardzo. – pocałowała mnie w policzek.
- Weronika?
- Tak?
- Chcesz iść ze mną na miasto dzisiaj? Dostałem zaproszenie i Paweł mówił, żebym cię też zaprosił. W sumie to wcześniej miałem taki zamiar, ale jakos nie było odpowiedniej okazji do tego.
- Dobrze, a o której?
- Tak koło 19.
- To będę mogła, bo wcześniej raczej nie.
- To ja przyjdę po ciebie, jeśli mogę oczywiście.
- No jasne, że możesz. Przyda mi się towarzystwo.
- No to ja idę do domu.
- Pa.
- Pa. Nawet nie wiesz jak się cieszę. – mruknąłem pod nosem.
- Mówiłeś coś?
- Nic nie mówiłem.
- Do zobaczenia. – powiedziała z uśmiechem na twarzy.
- Cześć.
Mam nadzieję, że dziś będzie jeden z najlepszych dni, których nigdy nie zapomnę. Szedłem szybki krokiem, a chwilami biegłem. Byłem tak szczęśliwy, że zapomniałem o problemach jakie miałem. Wszedłem do domu, przywitałem się z rodzicami, usiadłem przy stole i czekałem na obiad.
- Jak było w szkole synku? – zapytała mama.
- Spoko, nie narzekam. Muszę wam coś powiedzieć. – w tym momencie rodzicem oderwali się od dotychczasowych zajęć i skierowali swój wzrok na mnie.
- Co nabroiłeś? – zapytał surowy jak zawsze tata.
- Nie o to chodzi. Ty zawsze o najgorsze mnie podejrzewasz.
- No, bo tak jest.
- Daj mu już spokój. Mów Marcin, bo zawału zaraz dostanę.
- Dzięki, że się tu przeprowadziliśmy.
- Nie ma za co synku. To była konieczność, ale skoro już jesteś taki miły, to bądź tak uprzejmy i posprzątaj swój pokój.
- Dobra mamo.
Zjadłem obiad, ogarnąłem pokój jak kazała mama, wziąłem się za lekcje, choć marnie mi to szło z powodu dużych wrażeń jakie mnie czekały dzisiaj wieczorem. Zbliżała się godzina 17.00. poszedłem wziąć prysznic. Ubrałem się, zszedłem do kuchni, zjadłem kolację, poprosiłem o pieniądze rodziców i wyszedłem z domu. Po drodze kupiłem różę w kwiaciarni. Zapaliłem szluga. Dochodząc pod jej dom, zgasiłem szybko fajkę. Zadzwoniłem, by powiedzieć, że już czekam. Jednak nikt nie odbierał. Światła w domu się świeciły. Próbowałem się jakoś z nią skontaktować, ale nikt nie odbierał. Wszedłem na posesję i zapukałem do drzwi. Nikt nie otwierał. Zacząłem się martwić. Może coś się stało. Zapukałem raz jeszcze, ale nikt nie otwierał. Było słychać tylko krzyki. Nie był to głos Weroniki, więc postanowiłem się nie wtrącać. Ta sytuacja nie dawała mi spokoju. Dzwoniłem na komórkę, na domowy, pukałem do drzwi, ale nikt nie odpowiadał. Zrezygnowany miałem już odchodzić, ale usłyszałem głos Weroniki. Wbiegłem do środka, a tam zobaczyłem…
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Rozdział 12

Następnego dnia musiałem wcześniej wstać, bo niestety była szkoła. Nie chciało mi się tam iść, ale gdy pomyślałem, że zobaczę Weronikę od razu wróciły mi chęci. Ubrałem się, spakowałem książki i zszedłem do kuchni na śniadanie. W kuchni już byli rodzice.
- Cześć. – powiedziałem.
- Cześć synku. Siadaj zaraz zrobię ci śniadanie. – powiedziała mama, chyba miała dobry humor.
- Przyszedł do ciebie list. – powiedział bardzo poważnie tata.
- Do mnie? Od kogo?
- Sam zobacz. – chyba był zły.
Wziąłem kopertę z listem. Byłem zaskoczony. To był list z komendy policji, a dokładniej wezwanie do składania zeznań jako oskarżony w sprawie pobicia Wiktora. Sprawa była już skierowana do sądu. Nieźle sobie nagrabiłem. Tata patrzył na mnie surowym wzrokiem. Widocznie mama nic nie wiedziała. Zjadłem szybko śniadanie, założyłem full cap’a na głowę i wyszedłem z domu. Szedłem wolno, bo miałem jeszcze godzinę do rozpoczęcia lekcji. Wyciągnąłem z kieszeni paczkę fajek, wziąłem jedną i zapaliłem. Byłem trochę zły na siebie. Postanowiłem, że nie będę nikomu mówił o tym liście. Nagle usłyszałem ciche wołanie.
- Marcin poczekaj na mnie.
Stanąłem, odwróciłem się. To była ona.
- Czekam, czekam.
- Wyrzuć tą fajkę.
- Nie wyrzucę. – powiedziałem z zadziornym uśmieszkiem.
- A chcesz się przekonać, że wyrzucisz?
- Chcę.
- No dobrze, ale to później. Masz tutaj swoją bluzę. Dzięki, było mi cieplej w niej.
- Nie ma za co. Polecam się na przyszłość. Będę teraz twoim panem od pożyczania bluz. – zaśmiałem się.
- Marcin dasz mi jednego bucha?
- No nie wiem, przed chwilą mnie prosiłaś, żebym wyrzucił.
- No daj mi.
- Proszę. – dałem jej tą fajkę, a ona wyrzuciła ją.
- Mówiłam, że ją wyrzucisz.
- O ty! – powiedziałem udając smutnego.
- Nie smuć się to na dobrze ci wyjdzie.
- Pożałujesz tego.
- Nie boję się ciebie.
- To źle.
Złapałem ją za rękę. Popatrzyłem na nią surowym wzrokiem, przynajmniej próbowałem, ale ona się roześmiała. Ja później też się zacząłem śmiać. Było nam naprawdę dobrze ze sobą. Spędzaliśmy czas nie martwiąc się o nic, po prostu przy niej zapominałem o wszystkich problemach, mam nadzieję, że ona czuje to samo co ja. Nawet zapominałem o tym co się niedawno wydarzyło. Doszliśmy do szkoły. Ona poszła do koleżanek, a ja poszedłem spalić szluga z chłopakami, którzy już na mnie czekali.
- Siema.
- No siema Marcinku. – powiedział Paweł śmiejąc się.
- Idziecie na szluga. Ja stawiam, bo jestem ci winny Pawełku.
- O widzę, że pamiętałeś. Kochanie ty moje.
- Ja ci dam kochanie.
- No chodź Marcinku.
- Idę mamusiu.
- Przegiąłeś teraz.
- No chodź się bić. – zacząłem się śmiać, a Paweł zaczął mnie goić wkoło drzewa.
Zobaczyłem jak Weronika mi się przygląda, ukradkiem się uśmiechała. W końcu poszliśmy na tego szluga. Paweł cały czas wypytywał mnie o Weronikę. Nie mówiłem za wiele, bo zrozumiałem, że trzeba uważać co się do kogo mówi. Gryzło mnie tylko skąd Wiktor dowiedział się, że Olka mnie zdradziła.
- Paweł czy ty coś wspomniałeś Wiktorowi o moim rozstaniu z Olką? – spytałem wprost.
- Nic nie mówiłem. Ja się z nim nie zadaję. Siedzieliśmy na ławce pod moim blokiem i on przykleił się do nas. Wyjechał do mnie z takim tekstem „idź pociesz swojego kumpla, bo go dziewczyna zdradziła”. Zdziwiłem się, bo niby skąd on to wiedział.
- Dzięki stary, że nikomu nie powiedziałeś.
- Na mnie możesz liczyć. No szybko kończ, bo Weronika pilnuje cię wzrokiem. Powodzenia chłopaku. Łap to szczęście i już nie wypuszczaj.
- Nawet nie zamierzam go wypuszczać. Nara. Spotkamy się później na osiedlu.
- Dobra napiszę jak i gdzie. Weź Weronikę ze sobą.
Podbiegłem do Weroniki. Wziąłem ją za rękę i weszliśmy do szkoły. Czułem na sobie wzrok wszystkich, ale to było już moje szczęście i nie zamierzam z nikim się nim dzielić.
 

 
Rozdział 11

Po drodze poszliśmy do sklepu kupić jakieś piwo i jedzenie. Choć ja wcale nie miałem ochoty pić, ale chciałem odpocząć, a skoro to miało mi pomóc chociaż na jakiś czas, to nie miałem sprzeciwu. Ciągle dzwonił mi telefon, ale nie miałem zamiaru odbierać, bo to Olka się dobijała do mnie. Nie wiem czego chciała, po tym wszystkim nie miałem ochoty na czułe rozmówki, słowa przepraszam, a tym bardziej słowa kocham cię. Nie wiem co się ze mną działo. Byłem beznadziejny, bo potrafiłem wszystkich dookoła krzywdzić, nawet jak chciałem dobrze to i tak na źle to wychodziło. Przez całą drogę do centrum miasta milczałem, Paweł próbował mnie zagadywać, ale nie słyszał ode mnie odpowiedzi na żadne pytanie. Między przerwami w ciszy było słychać tylko dźwięk mojego dzwonka. Po prostu zamykałem się w sobie i to mi było teraz potrzebne. Nie potrzebowałem rozmów, spotkań z przyjaciółmi, nie potrzebowałem nikogo. Doszliśmy na osiedle, gdzie spotkaliśmy resztę chłopaków i kilka dziewczyn. Przywitałem się, włożyłem słuchawki w uszy i usiadłem na parkowej ławce. Ktoś co chwila mnie łapał za rękę, a ja miałem dziwne wrażenie, że to będzie ten dotyk, który chciałem poczuć, ale za każdym razem czekało na mnie duże rozczarowanie. Obserwowałem wszystkich dokładnie, a ci wszyscy mieli radość w oczach wypisaną, a ja siedziałem jak głupek na tej ławce. Wcale się nie cieszyłem, że jestem wolny, że mam nieograniczone możliwości przed sobą, że mogę wszystko, że jestem sam. Nagle podszedł ktoś do mnie, nie miałem ochoty na jakiekolwiek rozmowy.
- Cześć obrońco zdradzanych dziewczyn!
- Słucham?!
- Już nie udawaj. – jak spostrzegłem był to Wiktor.
- Oczep się ode mnie. Nie chce mi się z tobą gadać.
- Co masz dołka? Pewnie, że masz, bo cię dziewczyna zostawiła. Wolała jakiegoś typka, bo dawał jej więcej szczęścia niż ty.
- Uważaj sobie.
- Nie boje się ciebie! Pożałujesz wcześniejszego szybciej niż się tego spodziewasz.
- Zostaw mnie.
- Biedaczek, załamał się. Może powinieneś iść do psychologa, a najlepiej jak pójdziesz do psychiatry.
Wkurzył mnie, chciałem mu przywalić, ale widziałem jak wszyscy mnie obserwowali. Atmosfera robiła się coraz bardziej napięta. Postanowiłem wstać i pójść do domu. Jak wstawałem, Wiktor, który cały czas się stał nade mną, gwałtownie odskoczył. Chyba myślał, że chcę mu przywalić. I dobrze myślał, bo chciałem to zrobić, ale tego nie zrobiłem. Pożegnałem się z wszystkimi i poszedłem do domu. Chciałem iść, ale usłyszałem głupie podśmiechiwania chłopaków i poczułem, że wzrok wszystkich tam obecnych zwrócony jest na mnie. Odwróciłem się i zobaczyłem stojącą Weronikę. Po jej policzkach spływały jej łzy.
- Marcin, jak się czujesz?
- Jeżeli o rękę chodzi to jest już lepiej.
- O rękę też, ale mi chodzi o coś innego.
- Widzę, że ty też już wiesz. Wszyscy wiedzą. Daj mi spokój nie będę o tym rozmawiać. Chciałem jeszcze cię przeprosić za tamtą imprezę. Tyle mam do powiedzenia.
- Marcin, zaczekaj.
- Nie mam na co czekać.
Nałożyłem kaptur na głowę, włożyłem słuchawki w uszy i poszedłem do domu. Powiedziałem tylko Pawłowi o tym co się stało, a wszyscy już wiedzą. Nie mam nikomu tego za złe, ale męczy mnie to wszystko. Mam nadzieję, że ona nie będzie na mnie zła i zrozumie mnie, przecież była w podobnej sytuacji. Nagle jak oczekiwałem już od początku pobytu na mieście poczułem ten dotyk, który był długo wyczekiwany przeze mnie.
- Marcin proszę porozmawiaj ze mną.
- O czym chcesz rozmawiać?
- O tobie, o mnie, po prostu o nas.
- Nie sądzę, że to będzie przyjemny temat.
- Też nie sądzę.
- Chcesz mówić to mów, bo ja chcę wrócić do domu.
Stała chwile nie mówiąc nic, znowu po jej policzkach spływały łzy. Jak patrzyłem na nią czułem się bardzo winny. Przyciągnąłem ją do siebie i mocno przytuliłem. Tego było mi trzeba i jej zapewne też. Staliśmy tam długo wtuleni bardzo mocno w siebie, nagle zaczął padać deszcz, a my zaczęliśmy się śmiać i dalej staliśmy tam. Weronika zaczęła dygotać z zimna. Dałem jej moją bluzę, złapałem za rękę i szybko pobiegliśmy do domu. Odprowadziłem ją do domu. Czekałem aż wejdzie do domu i zaświeci światło w swoim pokoju. Gdy ujrzałem światło miałem pewność, że jest bezpieczna, więc poszedłem do domu.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Rozdział 10

Jak wstałem potwornie bolała mnie głowa i ręka. Wziąłem tabletkę, żeby mi choć trochę ulżyło. Chciałem zobaczyć która jest godzina i ujrzałem, że dostałem sms’ a od taty: „nie zapomnij wrócić do domu”. Wstałem poszedłem wziąć prysznic, pożyczyłem sobie jakiś ciuchów od kumpla, zjadłem śniadanie, które przygotowali chłopcy, pożegnałem się z nimi, podziękowałem za wszystko i jednocześnie przeprosiłem za wszystko. Odprowadzili mnie na peron, w drodze wygłupialiśmy się jak za dawnych lat. Zaprosiłem ich do siebie. Powiedzieli, ze na pewno wpadną i zrobią gruby melanż. Chyba nie będę miał okazji na trzeźwienie z tego wszystkiego. Przyjechał pociąg, znowu się pożegnałem z chłopakami. Wepchnęli mnie do pociągu no i pojechałem do domu. Jak się tego spodziewałem w kuchni czekał na mnie wściekły tata.
- Synu, jak już wczoraj mówiłem masz szlaban!
- Nie musisz być już taki oficjalny tato. Ciekawe co ty byś zrobił w mojej sytuacji. Nie zapiłem się tak, by nie pamiętać co się wydarzyło u mojej wspaniałej dziewczyny, przepraszam bardzo byłej dziewczyny. Daj mi spokój choć dziś, nie chce mi się o tym gadać.
- Wróć tutaj! Jeszcze nie skończyłem.
- Ale ja skończyłem.
- Marcin, wracaj!
- Co chcesz?
- Pogadać. – powiedział łagodnie jakby naprawdę chciał mnie posłuchać, chyba wiedział, że potrzebna mi była rozmowa.
- No, bo tato… - głos coraz bardziej mi drżał.
- Mów co się stało.
- Wczoraj kupiłem kwiaty dla Oli i postanowiłem, że zrobię jej niespodziankę i nie będę dzwonił z informacją, że jestem już na miejscu. Gdy wszedłem do pokoju zobaczyłem ją na kolanach jakiegoś faceta, całowali się. Tato ona mnie skrzywdziła, dlatego chciałem o tym zapomnieć choć na chwilę i to dlatego upiłem się. Przepraszam.
- Dobra tym razem odpuszczę ci, bo jakby twoja mama mi tak zrobiła to pewnie zrobiłbym tak samo. Po kimś to masz. – poklepał mnie po plecach.
- Zgoda tato?
- Zgoda synu.
- A teraz pójdę się położyć chwilę, bo mam kaca i ręka mnie trochę boli.
- Z tą twoją ręką to wcale nie jest dobrze. Zapiszę cię do lekarza. A zapomniałem ci powiedzieć, że był tu twój kolega i powiedział, że przyjdzie dzisiaj.
- Dzięki tato.
Poszedłem do pokoju, chciałem się położyć, odpocząć od tego wszystkiego, ale zaraz usłyszałem dzwonek do drzwi. To chyba był Paweł. Zszedłem na dół, otworzyłem drzwi. To był Paweł. Wszedł do środka. Nie zdążyłem nic powiedzieć, bo ona zaczął na mnie krzyczeć.
- Co ty zrobiłeś Weronice?!
- Ja jej nic nie zrobiłem.
- Daj spokój, weź nie żartuj sobie ze mnie. Ona jest załamana po tej imprezie.
- Tyle, że ja nie pamiętam tego. – powiedziałem cicho.
- Oj chłopaku… To ja ci zaraz wszystko opowiem.
- Wiesz może trochę później, bo nie mam ochoty znów się na sobie rozczarować.
- Dobra, a teraz mów jak było u dziewczyny? Było zapewne gorąco. No mów, bo się nie mogę doczekać.
- Nie chce mi się o tym gadać.
- Dobra jak nie chcesz to nie mów, ale było pikantnie jak nie chcesz mówić.
- Ale ty drążysz ten temat.
- Bo ty nie chcesz nic mówić. Było coś z tych rzeczy.
- Nie ze mną.
- Jak to?
- No, bo nie jesteśmy razem.
- Zerwałeś z nią?
- Nie, ona po prostu mnie zdradziła.
- Przepraszam, nie wiedziałem.
- Teraz już wiesz.
- Opowiem ci co zrobiłeś na imprezie.
No i powiedział tak zrobił. Powiedział mi wszystko ze szczegółami. Nie mogłem uwierzyć, może od tego czasu, gdy tylko zobaczyłem Weronikę coś się zmieniło. Wszystko potoczyło się całkiem inaczej niż sobie wyobrażałem. No i nie dziwie się tej dziewczynie. Nie zdziwię się też jak nie będzie chciała mnie widzieć czy też rozmawiać ze mną. Nie chciało mi się o tym wszystkim myśleć. Jestem beznadziejny w takich sprawach. Dalej bym siedział bezczynnie, ale Paweł widząc mnie w takim stanie postanowił mnie wyciągnąć z domu. Wstałem i ubrałem bejsbolówkę, poszliśmy na miasto.
  • awatar M y L i f e !!!: Wróciłam, jak zawsze fajny epizodzik.
  • awatar Gość: zajebisty blog :D czekam z niecierpliwością na kolejną notkę :)
  • awatar Gość: suuper , jeszcze jeden , jeszcze jeden !! xd
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Rozdział 9

Zobaczyłem coś czego nie się w ogóle nie spodziewałem, a mianowicie półnagą Olkę siedzącą na kolanach jakiegoś podejrzanego typka. Przez chwile nie odzywałem się. Tylko wyjechałem, a ona znalazła sobie nowego chłopaka. Nie spodziewałem się tego, jeszcze wczoraj mówiła, że mnie kocha. Co prawda chciałem pocałować Weronikę, ale zrozumiałem swój błąd i po pierwsze nie zrobiłem tego. Stałem tam jak wryty, gdy już miało dojść do czegoś więcej postanowiłem im przerwać.
- Cześć kochanie. Cieszysz się, że już jestem. Widzę, że bardzo się cieszysz. Zajebistą mi niespodziankę robiłaś.
- Marcin miałeś napisać jak dojedziesz na miejsce! – zaczęła się ubierać.
- Odpuść sobie. Tylko wyjechałem, a ty zajęłaś się szukaniem pocieszenia. Zapewne mu nie mówiłaś, że masz chłopaka. Wolałaś pominąć taki szczegół, jakim byłem ja. Myślałem, że mnie kochasz, bo ja cię kocham. Powiem ci jedno wszystko spieprzyłaś, jednym ruchem wszystko spieprzyłaś. Powodzenia ci życzę kochanie.
- Marcin proszę poczekaj.
- Na co mam czekać? Mam czekać aż skończysz się z nim pieprzyć. To ja chętnie poczekam, usiądę sobie tutaj i poczekam.
- Nie mów tak.
- A jak mam mówić. Nawet nie wiesz jak mnie bardzo zraniłaś. Niesamowita jesteś. Ile już to trwa?
- Miesiąc przed twoim wyjazdem się poznaliśmy. Zrozum ja potrzebowałam kogoś przy kim czułabym się szczęśliwa, a przy tobie nie zawsze się tak czułam.
- Trzeba było mi o tym powiedzieć 4 lata temu jak się poznaliśmy. Mogłaś powiedzieć przepraszam, ale zdradzę cię, bo nie jestem z tobą szczęśliwa.
- Przestań.
- Masz kwiatki kochanie. Na przeprosiny za całe 4 lata nieszczęścia ze mną.
- Marcin! Wróć tutaj proszę!
Chciałem jeszcze coś powiedzieć, ale ugryzłem się w język. Zacząłem biec. Wziąłem tabletkę przeciwbólową, bo znowu zaczęła boleć mnie ręka. Zatrzymałem się przy sklepie. Kupiłem u znajomego dwie flaszki wódki, chciałem się zabawić. Wstąpiłem do mojego kumpla. Ucieszył się. U niego czekała mnie jeszcze większa niespodzianka. W salonie siedzieli wszyscy moi przyjaciele. Uśmiechnąłem się lekko, ale zaraz uśmiech znikł mi z twarzy. Do oczu po raz pierwszy napływały mi łzy. Gdy zobaczyli w jakim jestem stanie postanowili nie zadawać zbędnych pytań. Potrzebowałem tylko ich obecności, nie chciało mi się gadać. Postawiłem wódkę na stoliku. I otworzyłem jedną. Zacząłem pić. Chłopaki dostawili zaraz swoje piwo i fajki. Piłem i paliłem. Była już godzina 20.00, za dwie godziny miałem ostatni pociąg. Chciałem wstać, ale nie mogłem. Chwiałem się jak głupi, chyba stanowczo za dużo wypiłem. Chłopaki pomogli mi dojść do łóżka. Położyłem się, ale zaraz zadzwonił mi telefon. Zobaczyłem, że dzwoni tata, więc musiałem odebrać.
- Gdzie ty jesteś?
- Tatusiu tak bez przywitania na mnie naskakujesz.
- Pytam gdzie ty jesteś?! Jak przyjadę po ciebie to nie ręczę za swoje czyny.
- Nie krzycz na mnie, bo ja czuje się zraniony.
- O czym ty mówisz? Jesteś pijany?!
- Ja? Pijany?! Tatusiu ja jestem bardzo trzeźwy.
- Coś mi się nie wydaje. Jak tylko wrócisz masz szlaban!
- Tatusiu szlaban, ale za co?!
- Ty dobrze wiesz za co! Możesz mieć tylko pewność, że nie powiem matce, bo byś miał całkowicie przechlapane.
- Dziękuję tatusiu.
- Jutro masz wrócić do domu, bo jak cię nie zobaczę to pożałujesz tego.
- Dobrze będę.
- Wytrzeźwiej tylko.
- Ja jestem trzeźwy.
- Skończ z tym głupim gadaniem, już mnie nie musisz okłamywać. Widzę cię jutro w domu. Cześć synu.
- Cześć tatusiu.
Gadałem sam do siebie. Chłopaki mieli świetny ubaw ze mnie, ale wiem, że to były tylko żarty. Nawet nie wiem kiedy usnąłem.
  • awatar M y L i f e !!!: NArazie musze przerwać czytanie, ale jutro do tego wrócę. Jest EKSTRA! "Tatusiu"? Mój brat jak jest nawalony to też tak mówi. ;D
  • awatar Gość: <33 extra
  • awatar .:Ta co buja w obłokach:.: Siemka :) wejdź na mojego bloga i zobacz, że dodałam Cię do pewnej zabawy :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Rozdział 8

Gdy wstałem była 23.00. Byłem trochę głodny, więc poszedłem do kuchni i zrobiłem sobie jakieś kanapki. Zauważyłem, że ręka mi trochę spuchła. Zmartwiłem się tym, bo niedługo miałem zacząć treningi breakdance. Miałem nadzieję, że szybko wrócę do formy. Postanowiłem zadzwonić do Oli, chciałem ja przeprosić za swoje szczeniackie zachowanie.
- Cześć.
- Cześć. Wiesz, ja o tej porze to już śpię.
- Przepraszam, że cię obudziłem. Chciałem też cię przeprosić za swoje poprzednie zachowanie.
- Nic się nie stało. To ja powinnam cię przepraszać, bo zbyt często na ciebie naskakuję.
- Ale to ja się źle zachowuję. Więc musisz mnie ustawiać do pionu.
- No muszę, bo jak nie ja to kto inny.
- Hahaha.. No właśnie kochanie.
- Co tam u ciebie? Jak tam w szkole?
- U mnie wszystko dobrze, a w szkole nawet fajnie. Wiesz, że jutro się widzimy?
- Jak to jutro?
- No jutro mam zamiar wsiąść w pociąg i przejechać te 1000 km do ciebie.
- Aaa… no to fajnie.
- Co nie cieszysz się?
- Cieszę się bardzo. Tylko napisz mi wcześniej jak już będziesz dojeżdżał na miejsce.
- Dobrze napiszę. A teraz idź już spać, bo cię obudziłem.
- Idę już idę.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też. Pa
- Pa.
Zdziwiło mnie to, że jak powiedziałem, że się spotkamy jutro to ona wcale się nie ucieszyła. Pewnie to przez moje wcześniejsze zachowanie. Postanowiłem sobie, że kupię jej jutro kwiaty na przeprosiny. Zaczęła boleć mnie ręka, więc wziąłem tabletkę choć nie powinienem, bo pierwszą wziąłem godzinę temu. Wszedłem na kompa. Oglądnąłem jakiś film i poszedłem się położyć. Leżąc rozmyślałem o tej rozmowie z Weroniką. Jestem głupi, bo dopuściłem do takiej sytuacji, jaka nie powinna mieć miejsca. Zresztą do końca nie wiedziałem co wydarzyło się na imprezie, bo widocznie Weronika była za bardzo przejęta tym wszystkim, że zapomniała mi opowiedzieć. Musiałem ją skrzywdzić, bo dziwnie się zachowywała, ale nie dowiem się tego dopóki nie porozmawiam z nią. Chcę się wszystkiego dowiedzieć, nie lubię być czegoś niepewny. Byłem trochę zmęczony, mimo że spałem przez tyle długich godzin. Położyłem się i szybko zasnąłem. Gdy się obudziłem zadzwonił telefon. Nie znałem numeru, ale odebrałem.
- Marcin to ty?
- Tak, a kto pyta?
- To jest nieistotne. Chcę ci powiedzieć, że wszystkiego pożałujesz.
- O co chodzi?
Nie usłyszałem odpowiedzi, bo się ktoś rozłączył. To musiało mieć coś wspólnego z tamtą imprezę. Musiałem się jak najszybciej dowiedzieć wszystkiego. Ale tę sprawę zostawię sobie na jutro, dlatego że dziś jadę do mojej dziewczyny. Więc szybko się ogarnąłem, posprzątałem trochę pokój, wziąłem szybki prysznic, ubrałem się, zszedłem na śniadanie. Rodzice milczeli. W sumie o im się nie dziwiłem. Poprosiłem tylko o pieniądze na bilet i kwiaty dla Oli. Bez zawahań dali mi pieniądze. Poszedłem na peron. Pociąg przyjechał szybko. Znalazłem wolny przedział, włożyłem słuchawki w uszy i zatraciłem się na dłuższą chwilę. Dojechałem na miejsce. Po drodze kupiłem bukiet czerwonych róż. Dochodziłem już do domu Oli. Postanowiłem, że zrobię jej niespodziankę i nie będę dzwonić. Wszedłem do środka, a tam zobaczyłem…
  • awatar Gość: zjaebisteee ! <33
  • awatar . Zagubiona ♥ .: piszz piszzz ! nie mogę się doczekąc :P ślicznee : *
  • awatar Fuck.Off.Bitch*_*: @NaĆpAnA SzCzĘśCieM <3 :*: nom ... jeszcze dzisiaj .. bo jestem ciekawa co zobaczył xd
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Rozdział 7

I prawie to zrobiłem, ale ona gwałtownie odwróciła głowę. Ostrożnie i delikatnie rozłączyła mi ręce, uśmiechała się, ale nie tak jak wcześniej. Zrobiło się trochę niezręcznie.
- Przepraszam. Nie chciałem.
- Nic się nie stało, przecież wiem, że masz dziewczynę. Nie chcę niczego psuć między wami.
Chciałem jeszcze coś powiedzieć, ale zadzwonił mi telefon. Gdy zobaczyłem, że dzwoni Olka nie chciałem odbierać przy Weronice, ale ona nalegała. Odebrałem.
- Cześć.
- Cześć. Gdzie ty wczoraj byłeś? Mówiłam ci, żebyś nie pił tyle, bo później zawsze są problemy. W ogóle jak ty się zachowałeś wczoraj.
- Możesz dać sobie spokój. Nie kadź mi jak moja mama. Piłem, bo tego chciałem i nie mów, że zawsze są problemy, bo ich nie ma, to tylko twoja wyobraźnia.
- Żebyś później nie żałował tych słów.
- Dobra ja muszę już kończyć.
- Pa.
Chciałem zakończyć te rozmowę, bo nie miała sensu. Zresztą dochodziliśmy już do szpitala. Zaczęło mi się robić bardzo słabo. Chyba za dużo krwi straciłem. Nie mogłem dojść do szpitalnych drzwi. Weronika mocno mnie trzymała za rękę. Cudem wprowadziła mnie do środka. Posadziła na krzesełku i pobiegła po jakiegoś lekarza. Zaraz też przybiegła z powrotem. Czułem się okropnie bezsilny, a nienawidzę tego uczucia. Po chwili przyszła po mnie pielęgniarka z wózkiem inwalidzkim, posadziła mnie na nim i zawiozła do sali, w której czekało już dwóch lekarzy. Chciałem, żeby Weronika została na korytarzu, ale ona znowu się uparła i weszła razem ze mną. Przez cały czas patrzyła na mnie, wręcz pilnowała wzrokiem. Lekarze ostrożnie wyciągali szkło z ręki, a chwile później założyli szwy. Dostałem jeszcze jakieś leki przeciwbólowe i mogłem iść do domu. Podziękowałem i wyszedłem z gabinetu. Weronika cały czas milczała jakby chciała, żebym to ja zaczął pierwszy rozmowę.
- Gniewasz się na mnie? – powiedziałem lekko się uśmiechając.
- Nie.
- Naprawdę? A może mówisz tak tylko dlatego, żeby mi nie było przykro.
- Nie gniewam się na ciebie. Tylko jestem trochę na siebie zła.
- Ale dlaczego?
- Nieważne.
- Proszę powiedz mi, przecież mi możesz powiedzieć.
- Mogę, ale nie chcę.
- Dlaczego nie chcesz? Czy ja ci coś zrobiłem?
- Owszem zrobiłeś.
- Powiedz mi co takiego, a może uda mi się to naprawić.
- Uwierz mi nie uda się tego naprawić. Musiałabym zniknąć, a to nie jest takie proste.
- Nie rozumiem.
- Wy zawsze niczego nie rozumiecie.
- Bo wy niczego nie tłumaczycie.
- Już nie bądź taki zadziorny.
- Nie jestem. Tylko teraz ta cała rozmowa nie da mi spokoju.
- Chcesz naprawdę wiedzieć? Chcesz? – głos zaczynał jej drżeć.
- Chcę wiedzieć! – powiedziałem stanowczo.
- Sprawiłeś, że chcę mieć coś, co nigdy nie będzie moje i muszę się z tym pogodzić.
- Ale..
Nie dokończyłem, bo ona po prostu uciekła. Zdążyłem zauważyć, że ociera łzy. No i co ja miałem robić w takiej sytuacji. Przecież mam dziewczynę, którą kocham, a Weronikę tylko lubię. To wszystko jest bardzo skomplikowane. Byłem już na moim podwórku. Gdy wszedłem do domu w kuchni już czekali na mnie wściekli rodzice.
- Marcin, gdzie ty byłeś? – krzyknął zdenerwowany tata.
- Tato, proszę nie krzycz. Mówiłem, że będę na imprezie u Pawła. Nawet napisałem sms’ a, że zostaję u niego na noc.
- Ale ja nie wyraziłem zgody! A co ci się stało w rękę? Masz całe ubrania zakrwawione.
- Wypadła mi butelka i wbiło się mi szkło. Weronika, to znaczy moja szkolna koleżanka, zaprowadziła mnie do szpitala.
- Musisz się z nią spotkać i jej podziękować.
- To chyba nie będzie konieczne… A zresztą nie chce mi się o tym gadać. Idę się położyć.
- Jeszcze porozmawiamy synu.
Jak powiedziałem tak zrobiłem. Byłem cały obolały i okropnie zmęczony całym wczorajszym dniem i jeszcze dzisiejszą rozmową z Weroniką. Przebrałem się, wziąłem prysznic i poszedłem spać mimo, że była 14.00.
  • awatar Zamknięta w kapsułce bólu: Megga megga megga ! Muszę nadrobić zaległości i doczytać pominięte rozdziały . ;]
  • awatar . mφchol . ; *: pisarko moja ;** cudooo uwielbiam to < 3
  • awatar Rytm.ulicy: faajneee ;p + wbijaj do mnie xd możesz po sobie zostawić koma ;> jeśli ci się blog spodoba dodaj do znajomych albo obserwowanych ;> faajnyy maasz bloog :) z góry dzięki i postaram się odwdzięczyć
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Rozdział 6

Obudziłem się rano w tym samym miejscu. Okropnie bolała mnie głowa, a jeszcze bardziej ręka. Nie pamiętałem co zrobiłem, ale na ulicy przede mną leżała roztrzaskana butelka wódki, więc połączyłem fakty. Otarłem oczy. Ku mojemu zaskoczeniu obok mnie siedziała oparta o moje ramię Weronika. Pewnie znalazła mnie idąc do swojego domu. Syknąłem z bólu, zobaczyłem, że w miejscu skaleczenia tkwi spory kawałek szkła. Chciałem wstać, ale nie chciałem budzić Weroniki. Chyba się przeziębiłem, bo kaszlałem jak głupi. Tym sposobem obudziłem Weronikę.
- Musimy jechać do szpitala.
- Nie, wcale nie musimy.
- Już nie bądź taki twardy. Ulegnij mi tym razem.
- Dobra ulegam.
Pomogła mi wstać. Wolnym krokiem szliśmy w stronę szpitala. Co dla mnie było dość trudne, bo mnie wszystko bolało. Przez dłuższą część drogi w ogóle nie rozmawialiśmy. To znaczy ona próbowała do mnie zagadać, ale ja nie potrafiłem się do niej odezwać, bo pamiętałem tylko początek wczorajszej imprezy. Więc ja nie miałem za dużo do opowiadania. Męczyło mnie to czemu jest w takim stanie. Miała podpuchnięte oczy, rozmazany makijaż i ręce cały czas jej drżały. To milczenie było bardzo meczące, postanowiłem zapytać o wczorajszy dzień. Tylko jak trudno było mi wydukać z siebie chociażby jedno proste słowo. No, ale nie mogłem już wytrzymać tej ciszy.
- Jak było wczoraj na imprezie?
- Na początku całkiem fajnie było, co nie mogę powiedzieć o głównej atrakcji imprezy i jej końcu.
- To znaczy?
- To znaczy, że nic nie pamiętasz, ale nie martw się wszystko ci opowiem. Mamy jeszcze trochę drogi do przejścia. Muszę ci coś jeszcze powiedzieć.
- Co takiego?
- Wczoraj jak cię znalazłam. Kilka razy dzwonił do ciebie telefon. To była twoja dziewczyna. Nie chciałam odbierać, byś później nie miał problemów. Napisałam jej sms’ a, że idziesz spać, napisałam też do twoich rodziców by się nie martwili. Mam nadzieję, że się na mnie nie pogniewasz.
- Jak mam się gniewać, przecież dobrze zrobiłaś. Przynajmniej będę miał mniej kłopotów.
- Dziękuję, że tak mówisz.
- No to opowiesz mi o wczorajszym dniu.
- No chyba tak albo nie wiem czy ci mówić.
- Mów albo poznasz mój gniew. – powiedziałem z łobuzerskim uśmiechem.
- Ty jesteś troszkę poszkodowany, więc nie sądzę żebyś miał dość siły na takie wybryki.
- Chcesz się przekonać?
- Chcę.
Ona zaczęła powoli uciekać, wiedziała, że w takim stanie nie dam rady szybko biec. Trochę się pomyliła, bo zacisnąłem mocno zęby i zacząłem za nią biec. Złapałem ja mocno w talii, zacząłem ją łaskotać, a ona śmiała się bardzo głośno. Uśmiechała się, zobaczyłem uśmiech w jej oczach, chyba była szczęśliwa. Zaczęła mi się wyrywać, ale przycisnąłem ją do siebie jeszcze mocnej. W tamtym momencie nic innego się nie liczyło, zapomniałem o bólu głowy i ręki, która nie przestawała krwawić. Nasze oczy się spotkały. Patrzyłem na nią długo i chciałem ją pocałować i…
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Rozdział 5

Zbliżając się do Wiktora, wypiłem jeszcze kieliszek wódki. Zacisnąłem mocno pięści. Krew w żyłach aż się zagotowała, nerwy całkowicie spuściłem z wodzy, straciłem panowanie nad sobą, nie kontrolowałem siebie ani swoich ruchów. Podszedłem do niego. Chciałem mu to wszystko wygarnąć. Ani przez chwile nie pomyślałem jakie będą tego konsekwencje. Przez chwile czułem jakby mi zależało, ale przecież nie mogłem puścić mu tego płazem.
- Patrz co zrobiłeś Weronice!
- Weź się ode mnie odczep. Nie wtrącaj się w nasze sprawy. Ja jej to wszystko wytłumaczę i tak wróci do mnie, bo jej nikt nie chce. Ona zawsze wracała. Tym razem też wróci.
Uderzyłem go. Patrzyłem jak upada na podłogę i co było bardzo dziwne spodobało mi się to, cieszyłem się, że stanąłem w jej obronie. Patrzyłem przez chwile na niego, przyglądałem się jak jęczy z bólu, a moje oczy zachodziły się krwią. Podniosłem go z podłogi. Przyparłem go do ściany, przycisnąłem go bardzo mocno, chciałem, żeby poczuł się tak jak ona się teraz czuje.
- Spróbuj ją dotknąć, a pożałujesz.
Chciałem jeszcze go uderzyć, ale poczułem jak ktoś znowu złapał mnie za rękę. Był to silny uścisk, ale jednocześnie delikatny i pełny obaw. To musiała być Weronika.
- Marcin, proszę przestań. –powiedziała cicho dławiąc się łzami.
Uderzyłem go jeszcze raz, to był ostatni. Pomyślałem, że długo się nie otrząśnie z tego, niech go boli tak jak ją.
- Marcin, proszę przestań. – powiedziała już trochę głośniej, ale dalej dławiła się łzami.
Zaraz ucichła muzyka, wszyscy się zbiegli, nawet Paweł. Przepchał się przez tłum. Odciągnął mnie od Wiktora.
- Nieźle zaczynasz młody. –powiedział Paweł.
Jeszcze chwile się szarpałem, chciałem jeszcze coś powiedzieć, ale znowu usłyszałem te same słowa.
- Marcin, proszę przestań. – mówiła już bardzo głośno i dobitnie, ale dalej dławiła się łzami i cała drżała.
Odpuściłem. Jeszcze cos do mnie krzyczał. Chciałem się odwrócić i jeszcze raz go uderzyć, ale powstrzymał mnie Paweł. Wyprowadził mnie siłą z domu.
- Idź już do domu. Daj sobie z tym spokój. Przecież masz dziewczynę.
- Już idę. Weź mnie puść, sam sobie poradzę.
- Nie sądzę, jesteś trochę pijany. Odprowadzę cię.
- Nie jestem dzieckiem, sam sobie poradzę. – powiedziałem, raczej wykrzyczałem to.
- Dobra rób jak chcesz.
- Tak właśnie zrobię. Dam sobie radę sam. Mam jeszcze jedno pytanie.
- Jakie?
- Masz ognia, bo chcę zapalić.
- Mam.
Zapalił mi fajkę. Pożegnałem się z nim i poszedłem w stronę domu, przynajmniej miałem taki zamiar. Po drodze poszedłem do sklepu. Poprosiłem jakiegoś gościa, żeby kupił mi flaszkę wódki. Podziękowałem za zakup, pieniądze oddałem i poszedłem pijąc i paląc, na przemian. Dochodziłem do domu. Pomyślałem, że rodzice będą wściekli i znowu będę mieć karę na miesiąc, ale i tak nie będę się do niej stosować, jak zawsze. Usiadłem na chodniku. Został mi jeszcze łyk wódki. Wypiłem butelkę chciałem rozbić, ale niestety zrobiłem to tak nieumiejętnie, że mocno się pokaleczyłem. Całą rękę miałem we krwi i coraz więcej mi tej krwi ubywało. Zacisnąłem miejsce skaleczenia. W najmniej odpowiednim momencie zadzwonił mi telefon. Odebrałem.
- Cześć kochanie. Jak tam na imprezie?
- Cześć. Na imprezie spoko.
- Gdzie ty jesteś? Nie słyszę muzyki. Piłeś? Marcin słyszysz co do ciebie mówię.
Rozłączyłem się. Krew sączyła mi się coraz bardziej. Dalej siedziałem na chodniku. Robiło się coraz zimniej. Postanowiłem, że nie będę wracał do domu, w takim stanie to nie było wskazane. Byłem tak zmęczony, że zmorzył mnie sen.
  • awatar M y L i f e !!!: pijany, z otwarta raną? i nienajlepszym pomysłem był powrót do domu? Znam kolesia, który zrobił tak samo ;( to był głupi pomysł, wiem, że to nie na prawdę, ale twoje opowiadanie dużo mi przypomina...
  • awatar .:Ta co buja w obłokach:.: Ohoh.. nieźle.. nie powinien go tak tłuc, to by się Wera nie przestraszyła xD podoba mi się :P
  • awatar Gość: kiedy nastepna czesc , nie moge sie doczekac ;DD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Rozdział 4

W drodze dostałem sms’ a od Pawła z adresem. Pomyślałem, że nie będę się spieszył i w sumie na dobre mi to wyszło. Idąc usłyszałem odgłos zbliżającej się do mnie postaci, chciałem się oglądnąć, ale tego nie zrobiłem. Nagle ktoś lekko mnie złapał za rękę. To był delikatny dotyk, tak jakby ktoś nie chciał mnie skrzywdzić. Odwróciłem się i zobaczyłem Weronikę. Wydawało mi się to dziwne, bo chłopaki mówili coś całkiem innego niż ja teraz widziałem i słyszałem.
- Cześć. Mam na imię Weronika, ale to pewnie już wiesz. Ciekawa jestem co już ci powiedzieli o mnie ci twoi kumple.
- Cześć. Yyy, oni nic nie mówili…
- Widziałam, że coś mówicie, ale nie wiem czy o mnie. Tylko, że teraz mam pewność, że gadaliście o mnie.
- Czyli patrzyłaś jednak na nas?
- No patrzyłam, a co nie wolno mi?
- Ja tam ci nie zabraniam.
- Hahaha… Fajny z ciebie gość.
- Dzięki. A z ciebie fajna dziewczyna jest.
- Dziękuję.
- A co tam u ciebie i u twojego chłopaka?
- A dobrze, to znaczy jeszcze się z nim nie widziałam dzisiaj, ale ma być na imprezie. A co u twojej dziewczyny?
- To fajnie. A skąd wiesz, że mam dziewczynę? U niej wszystko w jak najlepszym porządku.
- Mogłabym zapytać o to samo.
Trochę jeszcze gadaliśmy. Dochodziliśmy już do domu Pawła. Już było słychać odgłos głośnej muzyki. Niektórzy byli już nieźle wstawieni. Wszedłem do środka, zaraz wyczaił mnie Paweł.
- Kurde widzę, że działasz z Weroniką. Uważaj tylko na tego jej chłopaka.
- To tylko koleżanka.
- Tak sobie mów.
- Dobra daj temu spokój. Lepiej daj piwo.
- Spoko zaraz ci przyniosę.
- No czekam.
Zaraz dostałem piwo, zapaliłem szluga. Nawet się fajnie bawiłem. Potem dosiadłem się do chłopaków. Piliśmy wódkę, jedną za drugą na nas czterech to w sumie nic takiego. Trochę już wypiłem. Nagle zobaczyłem, że chłopak Weroniki przystawia się do jakieś innej. W tłumie szukałem Weroniki. Dostrzegłem ją przy oknie. Przepchałem się przez tłum i podbiegłem do niej. Postanowiłem, że powiem jej co ten cały Wiktor robi.
- Gdzie masz chłopaka?
- Poszedł po drinka dla mnie.
- Po drinka?! Nie sądzę.
- Co masz na myśli?
- Chodź ze mną.
- Nie chce. Jesteś już trochę pijany, gadasz bezsensu, idź lepiej do domu.
Nie słuchałem jej. Złapałem ją mocno z rękę i zaprowadziłem ją tam, gdzie wcześniej widziałem Wiktora. Nie liczyłem na to, że go tam spotkam, ale ku mojemu zaskoczeniu wciąż tam był, tyle, że teraz lizał się z tą plastikową laską. Szarpnąłem Weronikę, bo chciała już mi uciec. Złapałem ją mocno za rękę i wskazałem miejsce, gdzie stał jej chłopak.
- Tak teraz się nazywa drink.
Spostrzegłem, że po jej policzkach spływały grube łzy. Puściła moją rękę i przez chwile stała jak sparaliżowana. Po chwili odwróciła się i zaczęła biec. Złapałem ją mocno w talii i przyciągnąłem do siebie. Przecież nie mogłem jej wypuścić w takim stanie. Oderwałem ją na chwile od siebie. Powiedziałem, żeby poczekała. A ona z rozmazanym makijażem tylko przytaknęła. Nawet nie wie na co się zgodziła.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 
Rozdział 3

Na lekcji Paweł co jakiś czas odwracał się do tyłu i szyderczo się uśmiechał. Nie wiedziałem o co mu w ogóle chodzi. Pomyślałem, że nie będę zwracał na to uwagi. W końcu dostałem liścik od Pawła. Było w nim napisane „jak tam się siedzi z panią niedostępną?”. Nie zdążyłem odpisać, bo zadzwonił dzwonek. Na przerwie Paweł przedstawił mi kilku swoich kolegów m.in. Jarka, Wojtka i Michała. Wszyscy oni wydawali się w porządku. Poszliśmy na szkolne podwórko. Usiedliśmy na ławce, gdy nagle zobaczyłem tą dziewczynę, z którą siedziałem na lekcji historii. Męczył mnie ten liścik, więc zapytałem wprost o co chodzi.
- Ej, powiedz mi coś o tej dziewczynie.
- O Weronice?!
- A tak ma na imię?
- No tak ma na imię. A co spodobała ci się? Niestety muszę cię zmartwić zajęta.
- Stary nie o to chodzi. Czemu nazwałeś ją niedostępną?
- No, bo tak jest. Ona jest śmiertelnie zakochana w tamtym kolesiu, ma na imię Wiktor.
- To chyba dobrze, że go tak kocha. – oznajmiłem.
- Właśnie, że źle.
- Ale dlaczego? Pewnie podoba ci się. – szyderczo się uśmiechnąłem.
- No a komu taka dziewczyna się nie podoba. Źle, że ona go tak kocha, bo on ją zdradza na prawo i lewo.
- Powiedzieliście jej to?
- Niejeden już próbował. Nawet jej najlepsza przyjaciółka próbowała, ale ona nigdy nie chce nikogo słuchać. Niedostępna, bo do żadnego innego chłopaka się nie odezwie, a co dopiero popatrzy na innego.
- Ej, może ona taka nie jest, tylko taką udaje.
- A co chcesz to sprawdzić?
- Nie, ja mam już dziewczynę, chociaż ostatnio nie za dobrze nam się układa.
- E tam, dasz radę. Ale jakbyś chciał coś z Weroniką…
W tym momencie Paweł szyderczo się uśmiechnął i wbiegł do szkoły. Ja za nim pobiegłem i trochę się wygłupialiśmy. Zaraz zadzwonił dzwonek i poszliśmy na lekcję. Na każdej lekcji musiałem siedzieć z Weroniką, bo nigdzie nie było wolnego miejsca. Nie odezwała się do mnie ani słowem, to z czasem stawało się męczące. Paweł znów zaczął się odwracać i szyderczo się uśmiechał. Gdy zadzwonił dzwonek na przerwę, dla mnie oznaczało pójście do domu, Paweł zaproponował mi jeszcze fajkę. Spaliłem, pożegnałem się z kumplami, przy okazji dostałem zaproszenie na moją powitalną imprezę, którą organizuje oczywiście Paweł z kumplami i poszedłem do domu. Po drodze wstąpiłem do sklepu, zrobiłem zakupy, o które prosiła mnie mama. Nagle zobaczyłem, że na tej samej dzielnicy, kilka przecznic od mojego domu mieszka Weronika. Nie zauważyłem jej dzisiaj idąc do szkoły, może dlatego, że zbytnio nie byłem zainteresowany oglądaniem nowego otoczenia. Doszedłem do domu. Zjadłem obiad i poszedłem na kompa. Usłyszałem dźwięk mojego dzwonka, to była Ola.
- Cześć. – powiedziałem chłodno i oschle.
- Cześć. Co tam u ciebie? Jak w nowej szkole?
- W szkole dobrze, wszystko ogólnie jest dobrze.
- Ale ja nie o tym chciałam pogadać.
- To o czym? Chyba już wszystko sobie wyjaśniliśmy.
- Ja bym chciała wrócić do poprzedniego tematu.
- No to słucham.
- No, bo to nie tak, że ci nie ufam, po prostu się boję, że cię stracę.
- Ale daj już temu spokój. Zrozumiałem o co ci chodziło. Wiesz ja teraz muszę się trochę pouczyć, bo później wybieram się na imprezę do kumpla.
- Dobrze. Miłej zabawy ci życzę.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też.
Niby było wszystko dobrze, ale jednak zmartwił mnie jej ton głosu, ale może mam jakieś przywidzenia. Chyba powoli łapie paranoje. Trochę się pouczyłem. Postanowiłem wziąć prysznic, poszukać jakiś ciuchów, skombinować kasę od rodziców i iść na tą imprezę do Pawła.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Rozdział 2

Wstałem wcześniej, trochę się ogarnąłem. Ubrałem czarne dresy i czerwoną koszulkę, na której był fajny napis „3maj fason albo giń”. Lubiłem tę koszulkę, zresztą dostałem ją od kumpli na 16 urodziny, które były całkiem niedawno. Zszedłem na dół, zrobiłem sobie śniadanie, spakowałem książki i wyszedłem do szkoły. Idąc zauważyłem, że Olka dzwoniła do mnie wczoraj 2 razy, ale nie usłyszałem. Postanowiłem nie oddzwaniać, przynajmniej nie teraz. Doszedłem do szkoły. Była godzina 7.30, więc miałem jeszcze sporo czasu, zanim usłyszę dźwięk szkolnego dzwonka. Udałem się do sekretariatu, by zdobyć kilka informacji o mojej nowej klasie, wychowawcy i planie zajęć. Wszystko zaraz dostałem, stwierdziłem, że nawet fajna ta szkoła, ale brakuje mi chłopaków. Szedłem do przydzielonej mi szafki, by zostawić tam plecak, było jeszcze 5 minut do dzwonka. Na korytarzu wszyscy na mnie patrzyli i szeptali coś między sobą. Zaczęło mnie to wkurzać. Dostałem sms’a od Oli. Napisała, że życzy mi powodzenia w nowej szkole. Odpisałem tylko proste dziękuje. Nie miałem ochoty na rozmowę z nią i powrót do poprzedniego tematu. Nagle ktoś mnie złapał za rękę.
- Tutaj nie używa się komórek.
Odwróciłem się i zobaczyłem wysokiego, dobrze zbudowanego chłopaka.
- Słucham? Przecież widziałem, że tutaj wszyscy używają telefonów.
- Daj spokój. Żartowałem tylko.
- A to spoko. To tak witacie nowych.
- Haha, były gorsze pomysły. Wyglądasz na porządnego chłopaka. Idziesz na szluga? Jest jeszcze 3 minuty.
- Tylko wiesz ja nie mam przy sobie, bo nie zdążyłem kupić.
- Spoko ja ci pożyczę, a ty się kiedyś zrewanżujesz.
- Dzięki..
- Paweł jestem.
- Marcin.
Poszliśmy na tą fajkę. Równo z ostatnim obłokiem dymu zadzwonił dzwonek. Razem z Pawłem poszliśmy do klasy. Gdy wszedłem zatrzymał mnie nauczyciel, jak później się okazało był to mój wychowawca. Taki przemiły starszy pan, ze śmiesznymi okularami, w czarnym garniturze.
- Drodzy uczniowie, to jest wasz nowy kolega, który będzie teraz jednym z moich wychowanków. Mam nadzieję, że przyjmiecie go mile i oprowadzicie po szkole. A teraz proszę przedstaw się i opowiedz krótko o sobie i swoich zainteresowaniach.
- Cześć. Mam na imię Marcin i mam 16 lat. Interesuje się muzyką, a szczególnie hip-hopem, jestem
b-boy’ em. Myślę, że to by było na tyle.
- Dziękuję bardzo za prezentacje swoich zainteresowań. Proszę usiądź tam, gdzie znajdziesz miejsce. J teraz zapiszę temat i poprowadzę lekcję. Niech wasze oczy i inne części ciała, to dotyczy szczególnie dziewczyn, zwrócą się ku tablicy.
Początkowo nie wiedziałem gdzie mam usiąść. Byłem zmieszany całą tą sytuacją, ale po chwili dostrzegłem wolne miejsce obok jakieś dziewczyny. Postanowiłem, że usiądę i zajmę się lekcją.
 

 
Rozdział 1
Niedawno z rodzicami przeprowadziliśmy się w okolice Poznania. Co prawda ten pomysł mi się nie spodobał, ale tata podobno dostał nową i lepiej płatną pracę, więc się nie mogłem sprzeciwić. Zresztą oni po prostu mi oznajmiali, a ja po prostu musiałem się zgodzić.
Jechaliśmy dosyć długo, ale mi to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie mogłem trochę po rozpamiętywać dawne czasy. Zwłaszcza, że zostawiłem tam moich kumpli z osiedla i oczywiście moją dziewczynę Olę. Bardzo przeżyłem to rozstanie, wiem, że ona również, ale będziemy się widywać co dwa tygodnie. Moje rozmyślania przerwał tata.
- Marcin, mógłbyś mi podać mapę, bo chyba zabłądziliśmy.
- Piotrek ty przecież prowadzisz! Marcin daj mi tę mapę. – powiedziała mama.
Rodzice zaczęli się kłócić. A ja miałem tego dość więc, włożyłem słuchawki w uszy i podałem mapę do przodu. Dojechaliśmy na miejsce. Dom robił duże wrażenie. Bardzo przestrzenny, duży ogródek. Nawet mi się spodobał. Cały czas pisała do mnie Ola, bardzo się martwiła o mnie. Postanowiłem do niej zadzwonić.
- Cześć kochanie!
- Cześć, i jak dojechaliście bezpiecznie?
- Tak dojechaliśmy, wszystko jest w porządku. Nie musisz się tak martwić nie długo będziemy się widzieć.
- Właśnie muszę się martwić. Boję się, że tam kogoś poznasz, że mnie zostawisz.
- Weź przestań tak mówić! Mówisz tak jakbyś mi w ogóle nie ufała, bo skoro masz takie pomysły jak ten…
- No proszę dokończ!
- To może lepiej jak się rozstaniemy, bo jak nie masz do mnie zaufania, no to jaki jest sens w tym , żeby być dalej razem.
Nastała cisza, chwilami było tylko słychać ciche łkanie. Byłem wkurzony na nią i na siebie. Musiałem się zastanowić. Zraniłem ją, wiem o ty bardzo dobrze, ale jak ona mogła tak mówić, przecież ją kocham i w zupełności ufam, więc nie rozumiem jej obaw.
- Ja już muszę kończyć. Pa.
- Pa.
No i co ja miałem o tym wszystkim sądzić. Znowu wszystko się spieprzyło. Ale chyba dość tego myślenia na dziś. Muszę się szybko rozpakować i urządzić, bo jutro mam iść do nowej szkoły. Ciekawy jestem co mnie tam spotka. Szkoda tylko, że nie będę widywać się już z chłopakami. Zajebiste były odloty z nimi i dziewczynami. W końcu zabrałem się do rozpakowywania moich rzeczy. Potem zjadłem kolację, oglądnąłem jakiś film, chciałem jeszcze zadzwonić do Olki, ale jednak zrezygnowałem, więc poszedłem spać.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Cześć!
Mam zamiar pisać opowiadanie. Mam nadzieję, że się Wam spodoba.
Zapraszam odwiedzajcie i komentujcie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›